Ci, którzy zmierzają do piekła idą w ogień. Ale i ci, którzy wąską bramą zmierzają do niebios również idą przez ogień. „Napisano bowiem: umieścił miecz ognisty i cheruba, aby strzegli drogi do drzewa życia (Rdz 3, 24). A jak ostry i rozpalony miecz przyłożony do ciała zadaje dwojakie cierpienie: ból oparzenia i ból cięcia, tak samo i miecz obosieczny, który jak wspomniano, umieszczony został w raju i na który powołujemy się teraz przy omawianiu naszego miecza, zadaje podwójne cierpienie, gdyż tnie i przypieka”. Tak na temat ognistego miecza wypowiada się Orygenes. Dzięki kompilacji wielkiego teologa szwajcarskiego Hansa Ursa von Balthasara i tłumaczeniu przez Stanisława Kalinkowskiego, dysponujemy publikacją pt. „Duch i ogień”. Jest to wybór tekstów, komentarzy i homilii Orygenesa, w którym jeden z rozdziałów jest poświęcony właśnie zagadnieniu ognia w myśli starochrześcijańskiego pisarza.
W chrześcijaństwie pierwszym skojarzeniem z ogniem zazwyczaj jest piekło. Jest to poniekąd naturalne, gdyż wyobraźnia ludzka, która bazując na pewnych motywach biblijnych, nakręca lęk przed wiecznym potępieniem. Rzecz jasna piekło według tradycyjnego chrześcijaństwa jest jak najbardziej realną rzeczywistością, możemy jednak sięgnąć dalej poza bramy piekielne, które wszak nie przemogą bram Kościoła. Warto ujrzeć wielką moc ognia trawiącego, który niekoniecznie musi od razu oznaczać wieczną destrukcję, a jest bliżej Bożej istoty i mieszka w naszych duszach. Co więcej, jest Bogiem samym, jakąś formą Jego działania, gdyż w wielu miejscach Pismo mówiąc o Bogu przyrównuje Go do ognia: „Nasz Bóg jest ogniem gorejącym” (Hbr 12, 29).Ten żar ognia ma przede wszystkim charakter próby dla człowieka jak stwierdza prorok Izajasz: „Kto z nas wytrzyma przy trawiącym ogniu? Kto z nas wytrwa wobec wieczystych płomieni”? (Iz 33, 14), jak widać, podobnie jak Prawo Boże, ogień Boży ma charakter wieczny i na tyle, na ile jest Bożą energią (działaniem Boga na zewnątrz Jego istoty) jest niestworzony. Ogień Boży jest symbolem Bożej miłości, która jest wewnątrz Jego istoty, nie można przed nim ujść, nawet chroniąc się w odmętach otchłani, gdyż również tam sięga, jednak zamienia się jego charakter – tam występuje jako piekielny ogień karzący: „Zapłonął żar mego gniewu, co sięga głębin Szeolu” (Pwt 32, 22).
Dla Orygenesa „ogień ma podwójną wartość: oświetla i pali… Przejdźmy do spraw duchowych. Również w tym zakresie ogień jest dwojaki: istnieje ogień w tym wieku, istnieje też w przyszłym. Pan Jezus mówi: <Przyszedłem ogień rzucić (Łk 12, 49): ten ogień oświeca. Ten sam Pan w wieku przyszłym mówi do tych, którzy dopuścili się nieprawości: Idźcie w ogień wieczny, który Ojciec Mój przygotował diabłu i jego aniołom> (łk 13, 27; Mt 25, 41); ten ogień pali. Jednakże ów ogień, który Jezus przyszedł rzucić na ziemię, „oświeca wprawdzie każdego człowieka przychodzącego na ten świat” (por J 1, 9), wszelako ma w sobie również coś co pali, tak jak wyznają ci, którzy mówią: <Czyż serce nasze nie płonęło w nas, gdy wyjaśniał nam Pisma? (Łk 24, 32). A zatem wyjaśniając Pisma równocześnie zapalał i oświecał”.
Ogień orygenesowy oświeca przede wszystkim przez medytację Słowa Bożego i czuwanie (gr. prosoche). Lampa oliwna, którą miały roztropne panny jest symbolem oczekiwania na Paruzję: „Każdy stosownie do postępów, jakie poczynił, mniej lub bardziej zapala lampę od światła wiedzy i przy rozmyślaniu wlewa do niej swą oliwę… Kto czyni większe postępy i zapomina o tym, co jest za nim (Flp 3, 13), to znaczy o złu…, do tego słusznie może być powiedziane: <Noc się posunęła, a przybliżył się dzień> (Rz 13, 13)”.
Orygenes mówi w swoich dziełach o podwójnej Paruzji: eschatologicznej i mistycznej (wewnętrznej): „Drugie przyjście Chrystusa dokonuje się natomiast w ludziach doskonałych: to o nich mówi szafarz tego Słowa: <Głosimy mądrość między doskonałymi> ( 1 Kro 2, 6). Ci dosknoali stali się miłośnikami Jego piękna… Z tym drugim przyjściem wiąże się koniec świata w człowieku, który dochodzi do doskonałości i mówi: <Co do mnie, to nie daj Boże, bym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie a ja dla świata> (Ga 6, 14).
Zanim dokona się tego rodzaju oświecenie, zgodnie z neoplatońska triadą (oczyszczeniee-oświecenie-zjednoczenie), która głównie dzięki Pseudo Dionizemu Areopagicie na trwałe zagościiła w chrześcijańskiej teologii duchowości, człowiek musi być oczyszczony. Tego dzieła również dokonuje duchowy ogień.
„<I został posłany do mnie jeden z Serafinów, a w ręku trzymał węgiel. Który szczypcami wziął z ołtarza> (Iż 66, 6). Prorok nie zostaje oczyszczony po prostu przypadkowym ogniem, zostaje oczyszczony ogniem wziętym z ołtarza Bożego. Jeśli nie będziesz oczyszczony ogniem z ołtarza, spadnie na ciebie ogień, o którym powiedziano: <Idźcie precz ode mnie w ogień wieczny, przygotowany dla diabła i jego aniołów> (Mt 25, 41). Nie taki jest ogień z ołtarza. Wszystkie rodzaje ognia mogą być zastosowane, ale nie wszystkie względem tego samego człowieka… Niechaj warg naszego umysłu i duszy naszej dotknie karcące słowo, abyśmy i my mogli powiedzieć” <I dotknął ust moich>… niechaj nas dręczy Słowo Boże, niechaj pali nasze dusze, a my słuchając Go mówmy: <czyż serce nasze nie pałało w nas?> (Łk 24, 32)”. Ogień, który karze w tym życiu grzeszników jest „niewidzialny, umysłowy”. Właściwie można go utożsamić z łaską nawrócenia, tego co Katechizm kościoła Katolickiego nazywa od dawna pokutą wewnętrzną. Orygenes przytacza tu scenę powołania proroka Jeremiasza, który chcąc zaniechać głoszenia Słowa, poczuł żarzący ogień w sercu, którego nie mógł ugasić. On powoduje porzucenie przez człowieka grzechu. Dobrze jeśli w tym życiu doświadczymy tego ognia: „każdy kto musi ponieść karę, niechaj się modli do Boga, aby przyszedł na niego ów ogień, który płonął w Jeremiaszu”.
Wielki egzegeta III wieku omawiając oczyszczające działanie duchowego ognia powołuje się na obraz zaczerpnięty z trzeciego rozdziału Drugiego Listu św. Pawła do Koryntian. „Jeżeli na fundamencie Chrystusa Jezusa zbudujesz drewno – uczynki grzechu, trawę – uczynki grzechu, słomę – gorsze dzieła grzechu, wówczas przychodzi ten ogień i niszczy to wszystko”. Drogocenne złoto w człowieku ocaleje, grzeszne uczynki – spłoną. Widzimy tu doktrynę bardzo podobną do średniowiecznej doktryny o czyśćcu, chociaż u Orygenesa wydaje się być stosowana w tym ziemskim życiu. Pokuta wewnętrzna jest więc oczyszczeniem, Czyśćcem już tu na ziemi.
Wierzymy, że ów ogień, o którym mówi Chrystus został dany Kościołowi przez Zesłanie Ducha Świętego jako nieodłączny element dodany do odradzającej kąpieli chrztu (Tt 3, 5). Zaraz po zapowiedzi ognia, Jezus wspomina o chrzcie, który ma przyjąć i udręce jaka jest z tym związana. Nie chodzi o chrzest, który otrzymał od Jana, gdyż to wydarzenie nastąpiło wcześniej. Chrzest w Jordanie był zapowiedzią tego prawdziwego chrztu (zanurzenia, kąpieli), które dokonało się na Golgocie. Chrystus (z Ciałem i Duszą) dosłownie zanurzył się w otchłań śmierci. Jak stwierdza św. Paweł, którego Orygenes przywołuje: przez zostaliśmy zanurzeni (ochrzczeni) w podobną (homoioma) śmierć jak Chrystus, podobnym zmartwychwstaniem i my zmartwychwstaniemy. Słowo greckie homoioma posiada charakter bardziej wyrazisty niż polskie ‘podobny’. Mogłoby dosłownie znaczyć niemal identyczny. Spetuaginta używa go przy pierwszym opisie stworzenia człowieka w Księdze Rodzaju. Człowiek jest obrazem (eikon) i podobieństwem (homoioma) Boga. Chrzest z wody i Ducha, chrzest ognia i Ducha są rzeczywistością zbawczą, która łączy się w jedno.
Na koniec warto zacytować następujący fragment Orygenesa, który oparł o cytat z apokryficznej Ewangelii Tomasza:
„Pamiętaj o tym co napisano: <Kto zbliża się do Mnie, zbliża się do ognia>… Błogosławieni ci, którzy są blisko ognia, którzy są tak blisko, że ogień ich oświeca, ale nie spala”.
x Łukasz Sz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz