środa, 8 października 2025

Krótki komentarz o prorokini Annie

 W ostatnich dniach w Kościele, koncentrujemy się na dalszych epizodach dzieciństwa Jezusa. Dziś przeżywamy opis Jego spotkania w Świątyni z prorokinią Anną. Wiemy o Niej, że była córka niejakiego Fanuela z pokolenia Aszera, jej imię oznacza po prostu: 'Łaska' i jest w miarę częste w Biblii. Była bardzo stara (84 lata), siedem lat żyła w małżeństwie i od tego czasu żyła jako wdowa służąc Bogu postami i modlitwami. Gdy rodzice przynieśli małego Jezusa by Go ofiarować, wielbiła Boga i opowiadała o Nim wszystkim, których spotkała.


Co nam to mówi? Jaka jest Dobra Nowina z tego wydarzenia? Zobaczmy, że fakt wdowieństwa, postu i pochodzenia z plemienia Aszera, możemy zinterpretować następująco:

- Była wdową od bardzo dawna, a więc jej pozycja społeczna stała dosyć nisko, zapewne żyjąc przy Świątyni była uboga, bardzo to kontrastuje z faktem pochodzenia z rodu Aszera, który od czasu błogosławieństwa Jakuba-Izraela, miał wielkie powodzenie w handlu morskim, Aszer zasiedlił tereny z takimi miastami jak Tyr i Sydon. Wizyta Jezusa jest dla niej błogosławieństwem, po latach postu otrzymuje dobro duchowe, odnajdując istotę dawnego błogosławieństwa udzielonego patriarsze Aszerowi.

- Jezus przychodzi do Niej jako do odtrąconych członków Izraela, których Jezus będzie gromadził z apostołami niczym rybacy. Plemię Aszera należało do plemion północnych, które oddzieliły się od Judy w czasie panowania Roboama syna Salomona. Plemię to zostało przez przesiedlenia asyryjskie zmieszane z poganami, po powrocie Izraelitów z Niewoli Babilońskiej uważane było przez Żydów za nieczyste, nie byli 'prawdziwymi' Izraelitami. Można by rzecz, że Anna jest niczym odtrąceni członkowie Kościoła, o których mówi obecny papież Franciszek.

Ikona przypominająca to wydarzenie zazwyczaj zawiera scenę Ofiarownia ze Świętą Rodziną, Symeonem i Anną, która trzyma grecki zwój z napisem: "to dziecię stworzyło niebo i ziemię".

xłsz

Co możemy orzec o Bogu? Kazanie na wspomnienie Ojców Kappadockich.

 "Boga nikt nigdy nie widział" J 1 , 18.


Wspominamy dziś wielkich świętych doktorów wschodniego Kościoła, którzy walnie przyczynili się do tego jak ukształtował się katolicyzm w późnym antyku. Obydwaj święci urodzili się tuż po Soborze w Nicei, a więc w czasie gdy Kościół uzyskał pełną wolność wyznawania religii i powoli podbijał Cesarstwo Rzymskie. Pierwszy Grzegorz (326-390/391) był patriarchą Konstantynopola, drugi Bazyli (329-379) twórcą jednej z pierwszych reguł życia monastycznego (do dzisiaj w kościołach wschodnich mnisi żyjący według jego reguły nazywani są bazylianami). Obydwaj święci byli pod wpływem wielkiego Orygenesa, pisarza chrześcijańskiego, teologa z III w. po Chr. swoją teologię, kształtowali w ogniu sporów z arianizmem, głównie z uczniem Ariusza - Eunomiuszem.

Ów był pod wpływem Plotyna i jego teologii apofatycznej - podobnie zresztą jak ojcowie kapadoccy. Teologia ta zwana również negatywną, broniła transcendencji Boga, poprzez próbę negacji określeń przydawanych Bogu pochodzących ze świata materii, starała się więc dotrzeć do czysto duchowej zasady. Bóg więc jawi się tutaj jako niepoznawalny, najwłaściwszym jego określeniem jest po prostu stwierdzenie faktu jego istnienia (tego, że po prostu jest). Jednym z twórców tej teologi był Amoniusz Sakkas - mistrz zarówno pogańskiego Plotyna jak i Orygenesa. Amoniusz był twórcą koncepcji powstawania hipostaz bytu, które nieco przypominały koncepcję Trójcy Świętej. Jego nauczanie zachowało się tylko w przekazie ustnym i w postaci pisemnej u jego uczniów. Według niego Myśl (Nous) rodzi się jako efekt myślenia Bytu (Ousia) o samym sobie (wszak Byt, absolut jest doskonały może więc pragnąć i myśleć tylko o sobie), Myśl staj się hipostazą Bytu. Ich silna, wzajemna relacja tworzy kolejną hipostazę w postaci Ducha (Pneuma).

Trzeba jednak zaznaczyć, że nie do końca wiadomo czy chrześcijanie te koncepcję wzięli od Ammoniusza, czy Amoniusz od chrześcijan, gdyż są źródła, które wskazują na to, że Amoniusz w młodości był chrześcijaninem. Choć istotnie ta czysto rozumowa operacja przypomina Trócję Świętą i teologia chrześcijańska powoływała się na ten neoplatoński koncept, trzeba jednak pamiętać, że hipostazy u Plotyna i Amoniusza występują w ramach hierarchii podporządkowania. W teologii chrześcijańskiej są sobie równe. Dlatego w IV w. po Chr. gdy pewien ksiądz aleksandryjski zaczął rozważać relacje między Jezusem Chrystusem jako wcielonym Słowem (Nous) a Ojcem jako Bytem (Ousia), miał stwierdzić, że był taki czas kiedy Słowo nie istniało. Istotnie burzy (lub co najmniej silnie nadwyręża) to koncepcję Słowa, które jest zawarte w janowym prologu Ewangelii. Sprawiało jednocześnie, że chrześcijaństwo przestawało być religią monoteistyczną. Na soborze w Nicei (325 r. po Chr.), na którym dyskutowano tę kwestię ustalono, że Chrystus jako Słowo jest homousios - współistotny Ojcu. Ariusz został uznany jako heretyk (to na tym soborze św. Mikołaj, którego kojarzymy dziś z dobrodusznym staruszkiem dającym wszystkim prezenty uderzył Ariusza w twarz za jego twierdzenia).

W obronie teologii ariańskiej w latach późniejszych wystąpił Eunomiusz twierdząc na podstawie teologii apofatycznej, że istotą Boga jako Bytu jest niezrodzoność. Słowo jako zrodzone musiało być więc różnej natury (substancji) niż Ojciec. Chrystus jest więc niższym bytem od Ojca. jest bogiem, lecz nie Bogiem. Zarówno Bazyli jak i Grzegorz, krytykowali apofatyzm Eunomiusza tym samym orężem - apofatyzmem. Wszak skoro o Bogu możemy orzakać przede wszystkim przez negację, jeżeli jego istota jest dla nas niepoznawalna, stwierdzenie, ze istotą Boga jest to, że jest niezrodzony jest sprzeczne z teologią apofatyczną. Istota Boga przekracza nasze poznanie. Jest ona misterion, gr. tajemnicą. W późniejszych czasach teologie apofatyczną uprawiali Psudo-Dionizy Areopagita (anonimowy mnich syryjski z VI w. po Chr) oraz Jan Szkot Eriugena. W ich opinii nawet proste twierdzenie: "Bóg jest" jest nieadekwatne do Jego rzeczywistego istnienia, przekracza bowiem możliwości naszego rozumowania i co najwyżej możemy stwierdzić, że Bóg jest ponad istnieniem jako jego źródło. W naszych czasach niejako epigonem apofatyzmu był wielki Ludwig Wittgenstein, współtwórca filozofii analitycznej. Wskazywał na to, że granice naszego języka są granicami naszego poznania. Sens świata leży więc poza granicą formy logicznej - jest więc czymś z dziedziny mistyki. Mistyczne nie jest to co istnieje w świecie, tylko sam fakt, że j e s t. Słowo misterion, tajemnica wywodzi się od greckiego słowa muo, oznaczającego milczenie, zamknięte oczy. Nasi ojcowie kapadoccy przypominają nam, że prawdy wiary przynależą do tego świata mistyki - czegoś co o Bogu wiedzą mistycy, ale nie potrafią tego przekazać słowami. Na koniec musze zaznaczyć, że bardzo żałuję, że z dzisiejszych naszych misteriów (Mszy Św.) zniknęło prawie całkowicie milczenie - źródło owego muo, misterium. A trzeba przypomnieć, że w starej Mszy znaczna część kanonu była odmawiana po cichu. Dziś wierni intuicyjnie pragną do tej ciszy powracać, dlatego takim powodzeniem cieszą się adoracje Najświętszego Sakramentu poza Mszą. Sł Boży Franciszek Blachnicki również zauważał ten brak ciszy - postulował by to miejsce na ciszę było przede wszystkim w wezwaniach kolekty i postcommunio.

Ks. ŁSzlak

Przyszedłem rzucić ogień na ziemię.

 Ci, którzy zmierzają do piekła idą w ogień. Ale i ci, którzy wąską bramą zmierzają do niebios również idą przez ogień. „Napisano bowiem: umieścił miecz ognisty i cheruba, aby strzegli drogi do drzewa życia (Rdz 3, 24). A jak ostry i rozpalony miecz przyłożony do ciała zadaje dwojakie cierpienie: ból oparzenia i ból cięcia, tak samo i miecz obosieczny, który jak wspomniano, umieszczony został w raju i na który powołujemy się teraz przy omawianiu naszego miecza, zadaje podwójne cierpienie, gdyż tnie i przypieka”. Tak na temat ognistego miecza wypowiada się Orygenes. Dzięki kompilacji wielkiego teologa szwajcarskiego Hansa Ursa von Balthasara i tłumaczeniu przez Stanisława Kalinkowskiego, dysponujemy publikacją pt. „Duch i ogień”. Jest to wybór tekstów, komentarzy i homilii Orygenesa, w którym jeden z rozdziałów jest poświęcony właśnie zagadnieniu ognia w myśli starochrześcijańskiego pisarza.

W chrześcijaństwie pierwszym skojarzeniem z ogniem zazwyczaj jest piekło. Jest to poniekąd naturalne, gdyż wyobraźnia ludzka, która bazując na pewnych motywach biblijnych, nakręca lęk przed wiecznym potępieniem. Rzecz jasna piekło według tradycyjnego chrześcijaństwa jest jak najbardziej realną rzeczywistością, możemy jednak sięgnąć dalej poza bramy piekielne, które wszak nie przemogą bram Kościoła. Warto ujrzeć wielką moc ognia trawiącego, który niekoniecznie musi od razu oznaczać wieczną destrukcję, a jest bliżej Bożej istoty i mieszka w naszych duszach. Co więcej, jest Bogiem samym, jakąś formą Jego działania, gdyż w wielu miejscach Pismo mówiąc o Bogu przyrównuje Go do ognia: „Nasz Bóg jest ogniem gorejącym” (Hbr 12, 29).
Ten żar ognia ma przede wszystkim charakter próby dla człowieka jak stwierdza prorok Izajasz: „Kto z nas wytrzyma przy trawiącym ogniu? Kto z nas wytrwa wobec wieczystych płomieni”? (Iz 33, 14), jak widać, podobnie jak Prawo Boże, ogień Boży ma charakter wieczny i na tyle, na ile jest Bożą energią (działaniem Boga na zewnątrz Jego istoty) jest niestworzony. Ogień Boży jest symbolem Bożej miłości, która jest wewnątrz Jego istoty, nie można przed nim ujść, nawet chroniąc się w odmętach otchłani, gdyż również tam sięga, jednak zamienia się jego charakter – tam występuje jako piekielny ogień karzący: „Zapłonął żar mego gniewu, co sięga głębin Szeolu” (Pwt 32, 22).
Dla Orygenesa „ogień ma podwójną wartość: oświetla i pali… Przejdźmy do spraw duchowych. Również w tym zakresie ogień jest dwojaki: istnieje ogień w tym wieku, istnieje też w przyszłym. Pan Jezus mówi: <Przyszedłem ogień rzucić (Łk 12, 49): ten ogień oświeca. Ten sam Pan w wieku przyszłym mówi do tych, którzy dopuścili się nieprawości: Idźcie w ogień wieczny, który Ojciec Mój przygotował diabłu i jego aniołom> (łk 13, 27; Mt 25, 41); ten ogień pali. Jednakże ów ogień, który Jezus przyszedł rzucić na ziemię, „oświeca wprawdzie każdego człowieka przychodzącego na ten świat” (por J 1, 9), wszelako ma w sobie również coś co pali, tak jak wyznają ci, którzy mówią: <Czyż serce nasze nie płonęło w nas, gdy wyjaśniał nam Pisma? (Łk 24, 32). A zatem wyjaśniając Pisma równocześnie zapalał i oświecał”.
Ogień orygenesowy oświeca przede wszystkim przez medytację Słowa Bożego i czuwanie (gr. prosoche). Lampa oliwna, którą miały roztropne panny jest symbolem oczekiwania na Paruzję: „Każdy stosownie do postępów, jakie poczynił, mniej lub bardziej zapala lampę od światła wiedzy i przy rozmyślaniu wlewa do niej swą oliwę… Kto czyni większe postępy i zapomina o tym, co jest za nim (Flp 3, 13), to znaczy o złu…, do tego słusznie może być powiedziane: <Noc się posunęła, a przybliżył się dzień> (Rz 13, 13)”.
Orygenes mówi w swoich dziełach o podwójnej Paruzji: eschatologicznej i mistycznej (wewnętrznej): „Drugie przyjście Chrystusa dokonuje się natomiast w ludziach doskonałych: to o nich mówi szafarz tego Słowa: <Głosimy mądrość między doskonałymi> ( 1 Kro 2, 6). Ci dosknoali stali się miłośnikami Jego piękna… Z tym drugim przyjściem wiąże się koniec świata w człowieku, który dochodzi do doskonałości i mówi: <Co do mnie, to nie daj Boże, bym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie a ja dla świata> (Ga 6, 14).
Zanim dokona się tego rodzaju oświecenie, zgodnie z neoplatońska triadą (oczyszczeniee-oświecenie-zjednoczenie), która głównie dzięki Pseudo Dionizemu Areopagicie na trwałe zagościiła w chrześcijańskiej teologii duchowości, człowiek musi być oczyszczony. Tego dzieła również dokonuje duchowy ogień.
„<I został posłany do mnie jeden z Serafinów, a w ręku trzymał węgiel. Który szczypcami wziął z ołtarza> (Iż 66, 6). Prorok nie zostaje oczyszczony po prostu przypadkowym ogniem, zostaje oczyszczony ogniem wziętym z ołtarza Bożego. Jeśli nie będziesz oczyszczony ogniem z ołtarza, spadnie na ciebie ogień, o którym powiedziano: <Idźcie precz ode mnie w ogień wieczny, przygotowany dla diabła i jego aniołów> (Mt 25, 41). Nie taki jest ogień z ołtarza. Wszystkie rodzaje ognia mogą być zastosowane, ale nie wszystkie względem tego samego człowieka… Niechaj warg naszego umysłu i duszy naszej dotknie karcące słowo, abyśmy i my mogli powiedzieć” <I dotknął ust moich>… niechaj nas dręczy Słowo Boże, niechaj pali nasze dusze, a my słuchając Go mówmy: <czyż serce nasze nie pałało w nas?> (Łk 24, 32)”. Ogień, który karze w tym życiu grzeszników jest „niewidzialny, umysłowy”. Właściwie można go utożsamić z łaską nawrócenia, tego co Katechizm kościoła Katolickiego nazywa od dawna pokutą wewnętrzną. Orygenes przytacza tu scenę powołania proroka Jeremiasza, który chcąc zaniechać głoszenia Słowa, poczuł żarzący ogień w sercu, którego nie mógł ugasić. On powoduje porzucenie przez człowieka grzechu. Dobrze jeśli w tym życiu doświadczymy tego ognia: „każdy kto musi ponieść karę, niechaj się modli do Boga, aby przyszedł na niego ów ogień, który płonął w Jeremiaszu”.
Wielki egzegeta III wieku omawiając oczyszczające działanie duchowego ognia powołuje się na obraz zaczerpnięty z trzeciego rozdziału Drugiego Listu św. Pawła do Koryntian. „Jeżeli na fundamencie Chrystusa Jezusa zbudujesz drewno – uczynki grzechu, trawę – uczynki grzechu, słomę – gorsze dzieła grzechu, wówczas przychodzi ten ogień i niszczy to wszystko”. Drogocenne złoto w człowieku ocaleje, grzeszne uczynki – spłoną. Widzimy tu doktrynę bardzo podobną do średniowiecznej doktryny o czyśćcu, chociaż u Orygenesa wydaje się być stosowana w tym ziemskim życiu. Pokuta wewnętrzna jest więc oczyszczeniem, Czyśćcem już tu na ziemi.
Wierzymy, że ów ogień, o którym mówi Chrystus został dany Kościołowi przez Zesłanie Ducha Świętego jako nieodłączny element dodany do odradzającej kąpieli chrztu (Tt 3, 5). Zaraz po zapowiedzi ognia, Jezus wspomina o chrzcie, który ma przyjąć i udręce jaka jest z tym związana. Nie chodzi o chrzest, który otrzymał od Jana, gdyż to wydarzenie nastąpiło wcześniej. Chrzest w Jordanie był zapowiedzią tego prawdziwego chrztu (zanurzenia, kąpieli), które dokonało się na Golgocie. Chrystus (z Ciałem i Duszą) dosłownie zanurzył się w otchłań śmierci. Jak stwierdza św. Paweł, którego Orygenes przywołuje: przez zostaliśmy zanurzeni (ochrzczeni) w podobną (homoioma) śmierć jak Chrystus, podobnym zmartwychwstaniem i my zmartwychwstaniemy. Słowo greckie homoioma posiada charakter bardziej wyrazisty niż polskie ‘podobny’. Mogłoby dosłownie znaczyć niemal identyczny. Spetuaginta używa go przy pierwszym opisie stworzenia człowieka w Księdze Rodzaju. Człowiek jest obrazem (eikon) i podobieństwem (homoioma) Boga. Chrzest z wody i Ducha, chrzest ognia i Ducha są rzeczywistością zbawczą, która łączy się w jedno.
Na koniec warto zacytować następujący fragment Orygenesa, który oparł o cytat z apokryficznej Ewangelii Tomasza:
„Pamiętaj o tym co napisano: <Kto zbliża się do Mnie, zbliża się do ognia>… Błogosławieni ci, którzy są blisko ognia, którzy są tak blisko, że ogień ich oświeca, ale nie spala”.

x Łukasz Sz.

Uszy do słuchania. Homilia na sobotę XXIII tyg. zw.

 Odłóżmy na bok wyjaśnianie „Przypowieści o Siewcy”, skupmy się na słowach proroka Izajasza, które przywołuje Jezus: „On rzekł: «Wam dano poznać tajemnice królestwa Bożego, innym zaś w przypowieściach, aby patrząc nie widzieli i słuchając nie rozumieli”. Słowa te, stanowiące sprzeczność pochodzą z 6 rozdziału Księgi Izajasza, brzmią dokładnie tak: «Idź i mów do tego ludu: Słuchajcie pilnie, lecz bez zrozumienia, patrzcie uważnie, lecz bez rozeznania!. Zatwardź serce tego ludu, znieczul jego uszy, zaślep jego oczy, iżby oczami nie widział ani uszami nie słyszał, i serce jego by nie pojęło, żeby się nie nawrócił i nie był uzdrowiony». Wtedy zapytałem: «Jak długo, Panie?» On odrzekł: «Aż runą miasta wyludnione i domy bez ludzi, a pola pozostaną pustkowiem” (Iż 6, 9-11).

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Bóg nakazuję Izajaszowi zadanie kompletnie bez sensu, które Jezus również podejmuje. Lud ma słuchać, bez zrozumienia, patrzeć bez rozeznania. Dodatkowo głoszenie, zarówno proroka jak i Ewangelii, ma zatwardzić serce ludu, aby się nie nawrócił i nie został uzdrowiony. Czy Bóg rzeczywiście posyła proroka i Swojego Syna na z góry przegraną misję?
Nieraz rodzice w stosunku do dzieci, czy wykładowcy w stosunku do słuchaczy, doskonale rozumieją podobne zjawisko, które określamy przez przysłowie mówiące: słuchać jednym uchem a wypuszczać drugim. Według komentatorów katolickich nakaz skierowany przez Boga do Izajasza jest formą ironii, wynikającą z zaprzestania słuchania i widzenia tego co głosi prorok przede wszystkich przez elity Izraela i Judy, co symbolicznie przedstawia nakaz zatwardzenia serca.
Prof. Francis Landy z Uniwersytetu Alberta podaje ciekawy fakt, że najprawdopodobniej u Izajasza mamy do czynienia z pewnym nawiązaniem do słów z poprzednich rozdziałów, stanowiącym zaowalowaną grę słów. Słowo słuchać, którego rdzeń brzmi hbr. Szmn jest nawiązaniem do słowa oliwa o tym samym rdzeniu, używanego często w kontekście wybrania, namaszczenia, błogosławieństwa. Słowo to jest użyte w poprzednim rozdziale 5. w nazwie winnicy, którą zasadził Bóg o nazwie Qeren-ben-Shamen. Słowo przetłumaczone jako znieczulić [uszy], którego rdzeniem jest hbr. Kwd ma odnosić się do brzmienia Chwały JHWH, które jest zapisywane podobnie, a występuję w opisie teofanii w 3. rozdziale Iz. Słowo zaślepić hbr. Szaa, odnosi się również do słowa hbr. szah, które znaczy spoglądać, wpatrywać się z uwagą. W tej grze słów widać kontrast pomiędzy transcendencją Boga a światem ludzi skażonym przez grzech.
Prof. Francis Landy z Uniwersytetu Alberta podaje kilka prób interpretacji tego problemu, który wynika z polecenia Boga. Pierwszym rozwiązaniem jest konstatacja, że słowa Iz 6,9-10 są dopiskiem proroka, jego uczniów bądź późniejszych redaktorów, które po prostu są świadectwem klęski misji proroka. Nie wyjaśnia to jednak zagadnienia: dlaczego Bóg miałby działać w taki sposób dając wewnętrznie sprzeczny z góry skazany na niepowodzenie nakaz.
Inne tłumaczenie mówi o niedoskonałości języka, który ma przekazać niemożność opisu teofanii proroka. Biblistka O. Ajzenstat próbuje tłumaczyć te wersety na podstawie filozofii dialogu Emmanuela Levinasa i teologii negatywnej. Objawienie nie może przystawać do jakiegokolwiek dotychczasowego schematu teologicznego. Te rozważania, choć owocne, nie rozwiązują jednak problemu. F. Landy widzi je w opisie oczyszczenia warg proroka. «Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!» (Iz 6, 5). Wargi mogą symbolizować osobę, ale w kontekście historii powołania Mojżesza (Wj 6, 12) może chodzić o właściwy sposób komunikowania.
Nieczystość jest nieprzekraczalną barierą pomiędzy Bogiem, Jego transcendencją, świętością a światem, który jest nieczysty. Jeżeli człowiek ma nieczyste wargi, więź z Bogiem jest niemożliwa. Dopiero w wersetach Iz 6, 6-7 Izajasz zostaje oczyszczony przez serafina płonącym węglem z ołtarza Pańskiego. Jego usta są czyste, od tej pory mówi n o w y m językiem. Co ciekawe wizje prorockie Izajasza odnoszące się do chwalebnej przyszłości pełne są wizji małych dzieci, wszak których język i postrzeganie świata jest inne niż dorosłych.
Sługa Pański, którym jest Izrael jest paradoksalnie określony jako głuchy i ślepy: „Głusi, słuchajcie! Niewidomi, natężcie wzrok, by widzieć! Kto jest niewidomy, jeżeli nie mój sługa, i głuchy, jak posłaniec, którego posyłam? Kto jest niewidomy, jak mój wysłannik i głuchy, jak Sługa Pański”? (Iz 42, 18-19). Jednak paradoksalnie to w tym Słudze okaże się przyszłe zbawienie: „Spodobało się Panu w Jego sprawiedliwości okazać wielkość i wspaniałość Prawa” (Iz 42, 21). Czasowe zaślepienie i głuchota ludu są zapowiedzią chwalebnej przyszłości: „Sprawię, że niewidomi pójdą po nieznanej drodze, powiodę ich ścieżkami, których nie znają, ciemności zmienię przed nimi w światło, a wyboiste miejsca w równinę. Oto są rzeczy, których dokonam i nie zaniecham” (Iz 42, 16).
W tłumaczeniu Przypowieści o Siewcy Jezus ukazuje wprost mechanizm słuchania i patrzenia bez ujrzenia i zrozumienia. Kwestią fundamentalną jest wola ludzka i twarde serce. Słowo jest odrzucane przez niewiarę czy też niedowiarstwo, pokusy i rozkosze świata. Spotkamy się często w Biblii z pojęciem twardego serca, o którym wspomina Izajasz. To stwierdzenie jest obecne przy opisie plag i nieustępliwości faraona (Bóg uczynił jego serce twardym) w Psalmie 95 przy okazji buntu Massa i Merida, czy wreszcie w 1 rozdziale Listu do Rzymian, gdzie św. Paweł pisze o poganach, że chociaż poznali istnienie Boga i Jego dzieł, nie oddali Mu czci i „wydał ich Bóg na pastwę ich pożądliwości”. Według św. Tomasza z Akwinu chodzi o „wewnętrzne poznanie człowieka, dzięki któremu wydajemy sąd o czynach”, ludzie według Doktora Anielskiego nie chcieli mieć znajomości Boga, aby móc grzeszyć lub uznali, że Bóg nie zna ludzkich czynów. Można powiedzieć, że jest to niewiedza zawiniona (dotyczy ona przypadku, gdy człowiek nie chce wiedzy, a nawet gdyby ją miał postąpiłby i tak źle), którą św. Tomasz określna w Summie Teologicznej jako grzech wynikający ze złej woli.
Być może wytłumaczeniem zagadkowego sformułowania Izajasza są jego słowa z 7. Rozdziału: „jeśli nie uwierzycie, nie ostaniecie się” (Iz 7, 9). Św. Augustyn w jednym z komentarzy na Ewangelię św. Jana tłumaczy te słowa na podstawie Septuaginty jako „jeśli nie uwierzycie, nie zrozumiecie”: << „Ale są między wami ci – mówi – którzy nie wierzą” (J 6, 64). Nie powiedział: są pośród was ci, którzy nie rozumieją, ale podał przyczynę tego, że nie rozumieją. „Są między wami ci, którzy nie wierzą” i dlatego nie rozumieją, że nie wierzą. Prorok powiedział bowiem: „Jeśli nie uwierzycie, nie zrozumiecie” (Iz 7, 9, LXX). Dzięki wierze jesteśmy dołączani do ciała, dzięki zrozumieniu jesteśmy ożywiani. Najpierw przez wiarę otrzymujemy dostęp, byśmy przez zrozumienie zostali ożywieni. Kto nie dołącza się, stawia opór, a kto stawia opór, nie wierzy. Jak może więc być ożywiany człowiek, który stawia opór? Wrogo jest nastawiony do promienia światła, który powinien go przeniknąć: nie odwraca wzroku, ale zamyka umysł. „Są między wami ci, którzy nie wierzą”>>. Wiara więc, szczera wiara, daje nową perspektywę spoglądania na rzeczywistość.

ks. ŁSzlak

sobota, 30 sierpnia 2025

Antropologia św. Grzegorza z

 Czytamy dzisiaj fragment Ewangelii św. Łukasza, w której Jezus odczytuje na zebraniu w synagodze fragment proroka Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4, 20). jednocześnie wspominamy w całym Kościele wielkiego świętego Grzegorza z Nyssy. Ostatni z tzw. ojców kapadockich. Urodził się w 335 zmarł ok. 394/395r. był bratem św. Bazylego Wielkiego, który namówił go - już wówczas wykształconego retora - do wstąpienia w szeregi duchowieństwa i zajęcia się praktykami ascetycznymi. Św. Grzegorz był kolejno biskupem Nyssy i Sebastei, ale z powodu początkowej spolegliwości a później występowania w obronie ortodoksji nie zrobił wielkiej kariery urzędniczej. Ze stolicy w Sebastei został usunięty. Dopiero po pewnym czasie doznał rehabilitacji za sprawą cesarza Gracjana.


Podobnie jak jego dwaj starsi towarzysze Grzegorz z Nazjanzu i Bazyli Wielki występował przeciw arianom, szczególnie Eunomiuszowi. Jednak jego jedną z największych zasług dla wiary jest zdanie, które powtarzamy co tydzień w kościele: " Wierzę w Ducha Świętego Pana i Ożywiciela". Św. Grzegorz energicznie występował przeciw tzw. pneumatomachom czyli tym teologom chrześcijańskim, którzy akceptując wprawdzie bóstwo Chrystusa jedno i tożsame co do istoty z Ojcem, negowali jednak osobowy charakter (hipostazę) Ducha Świętego. Uważali Go za moc Bożą, podobnie jak dzisiaj wierzą Świadkowie Jehowy.

Ciekawą rzeczą napsaną przez Grzegorza jest "Hexameron" czyli traktat o sześciu dniach stworzenia, według Grzegorza Wszechświat, wszelkie byty istniały już wcześniej przed stworzeniem wszystkiego w podziale na interwały czasowe. Jako dowód Grzegorz analizuje znaczenie słowa hebrajskiego bereszit, które rozpoczyna Księgę Rodzaju, oznacza ona bowiem zarówno początek jak i głowę. Wszystko było w głowie, czyli w umyśle Pana Boga nim zostało stworzone w postaci materii. Niebo i ziemia, nieukształtowana materia spowita przez ciemność jest dla Grzegorza czymś w rodzaju platońskiej materii pierwszej, z której Bóg kształtuje byty, jeden wyjątek tylko, że w przeciwieństwie do platonizmu pramateria nie istnieje wiecznie.

Był jednym z pierwszych chrześcijańskich pisarzy, którzy mówili o czymś na kształt ciemnej nocy ducha - nawrócony, oświecony chrześcijanin miał bowiem według Grzegorza wzorem Mojżesza wkroczyć na górę Synaj aby, podobnie jak Mojżesz poznawać Boże tajemnice w ciemnym obłoku niewiedzy.

Prawdziwie niedocenionym skarbem jest jego antropologia. Doktor Kościoła mówi o wysokiej godności każdego człowieka. Jest jedynym stworzeniem o wyprostowanej postawie mającym zupełnie inną perspektywę przestrzenną od reszty stworzeń (na podobną rzecz zwrócił uwagę Mircea Eliade w swym eseju o historii idei i wierzeń religijnych). W dziele "O stworzeniu człowieka" pisał: "Człowiek ma postawę wyprostowaną, jest skierowany ku niebu i patrzy w górę. Oznacza to zdolność do rządzenia i godność królewską. Tylko człowiek jest wyprostowany, a ciała wszystkich innych stworzeń są pochylone ku ziemi, co świadczy o różnicy godności między poddanymi a stojącą nad nimi władzą".

Poprzez uczestniczenie zarówno w świecie duchowym jak i materialnym człowiek jest współuczestnikiem (gr. ho metechon) dzieła stworzenia. Pisał o tym następująco: "Człowiek został wprowadzony [na świat] jako ostatni, nie jako coś bezwartościowego odrzuconego na koniec, ale by być królem poddanych od zarania swojego istnienia". Człowiek stworzony jako ostatni, został pozostawiony na koniec nie ze względu na lichość swej natury, ale na swoją godność królewską".

Człowiek to jedyny byt, którego stworzenie poprzedziła narada: Bóg wyznaczył do jego stworzenia: wzór, cel i określił co będzie czynił. W człowieku i jego powstaniu "natura w jakiś sposób zmierzała konsekwentnie do doskonałości". Jako obraz królewskiej godności Boga człowiek podobnie jak król posiada purpurę (cnotę), ma berło (nieśmiertelność) i koronę na głowie (sprawiedliwość). Również jego najwyższa część, ta która stanowi jego istotę jest obrazem Niepoznawalnego Boga: "Któż poznał zamysł Pana? – pyta Apostoł174. A ja pytam ponadto: któż poznał własny umysł"?

Ks. Łukasz Szlak

Bereszit

 Bereszit. בראׁשית.


To pierwsze słowo, które pojawia się w Biblii. Jaką tajemnicę kryje? Z pewnością wiele. Dzisiaj podamy jedną z nich.
Słowo to składa się z sześciu hebrajskich liter: Bet, Resz, Alef, Szin, Jod, Tav. Pierwsza litera jak podają filolodzy i teologowie żydowscy przypomina nieco swoim kształtem dom. Przybytek Boży w niebiosach jest więc podstawą tworzenia świata.

Dalej:
Dwie pierwsze litery - Br בר (Bar) oznaczają syna.
Alef א jest literą od której zaczyna się słowo Bóg - Elohim, i oznacza też liczbę 1.
שית Szit to po hebrajsku ciernie.
Rosz ראשׁ to z kolei głowa (wyraz ten jest też trzonem słowa bereszit).
ברש - brosz to z kolei drzewo.
שי - dar.
ת - literka tav niegdyś jeszcze za czasów Chrystusa i wcześniej była zapisywana w formie krzyża x.
Tav znaczy również Przymierze.
Co możemy z tego wyczytać? 'Syn Boży, ukoronowany cierniami na głowie, powieszony na drzewie Krzyża, dar Przymierza'.

xłsz;)

Bereszit cz. 2

 Na podstawie Tora Pardes Lauder.


Zdanie Bereszit bara Elohim według Rasziego powinno być tłumaczone jako: "Na początku stwarzania". Raszi twierdzi, że Bóg stworzył na początku cztery elementy: ogień, wiatr, wodę, ziemię. Byłoby to mniej więcej tożsame z prima materia (materią pierwszą) Platona. szystkie elemnty występują w tekście poza ogniem, który jest zawarty w tekście implicite. Bezład, chaos (Tohu wa bohu) miałoby być niczym cylinder z platońskiego Timajosa, w którym Demiurg wytwarzał byty. Podobnie twierdzili katoliccy teologowie i filozofowie że szkoły w Chartres, którzy bazowali na tym samym co Raszi tekście Platona - łacińskich fragmentach Timajosa przetłumaczonych z greki przez Chalcydiusza.

W pierwszym zdaniu Bereszit jest dokładnie 28 liter, tyle samo ile wartość liczbowa słowa koach - potęga. Tyle samo liter ma również werset wprowadzający do Dekalogu.

Tora zaczyna się od litery bet, której wartość liczbowa to 2. Ma to być aluzja do dwóch światów stworzonych przez Boga: materialnego i duchowego (ów ma być zawarty według Jana Szkota Eriugeny w stworzeniu światłości).

Czas nie istniał przed stworzeniem, samo słowo Bereszit leży poza czasem.

Przed stworzeniem Bóg powołał w swoim umyśle siedem pojęć: Tora; Teuszwa (skrucha), Gan Eden (ogórd rajski); Gehonim (miejsce kary - piekło); Kise Hakawod (Tron Chwały); Bet Hamikdasz (Świątynia); Imię Mesjasza.

Bara Elohim et haszemim - W zdaniu tym zawierają się dwie nazwy Boga: Elohim i Haszem. Pierwsze jest kojarzone ze sprawiedliwością i sądem, na których pierwotnie Bóg chciał oprzeć świat. Jednak gdy jednak spostrzegł, że świat nie może istnieć bez Jego Miłosierdzia, użył też tego imienia Ha-Szem, które oznacza Miłosierdzie.

Bereszit bara Elohim - końcowe litery tych słów tworzą wyraz Emet - Prawda.

xłsz