wtorek, 17 października 2023

Ana’l-Haqq



(Homilia piątek V tygodnia Wielkiego Postu J 10, 31-42)

Jezus mówi do żydów: “Jesteście bogami”. Stary Testament zna dwa podstawowe określenia Boga: Jawhe (Imię objawione Mojżeszowi) oraz Elohim. Często szokującym wydaje się to, że słowo Elohim jest w liczbie mnogiej. Jednak nie ma w sobie nic z politeizmu. Oznacza ono moc, kogoś mocnego, a przede wszystkim Boga Zastępów, Boga i Jego aniołów, Boga i Jego wojsko. Jezus cytuje w tym miejscu Psalm 82, który bogami (hbr. Elohim) nazywa ludzi sprawujących niesprawiedliwe sądy.

Najciekawszy w tej ewangelii jest werset 35: “Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym”? W tłumaczeniu brzmi to zwyczajnie, natomiast jeśli spojrzymy do oryginału, od razu zorientujemy się, że to sformułowanie: “skierowane słowo Boże”, przypomina słowa Prologu Janowego: “Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga”. Najlepiej werset J 10, 35 brzmiał by tak: “Skoro bogami określił tych, ku którym Logos Boga stał się”. Jest tu zawarty czasownik ‘gignomai’, Ten sam specyficzny czasownik, który Septuaginta zastosuje odnośnie wersetu 1, 1 Księgi Rodzaju. Widać tu pewien kotrast: Słowo Boże a Syn Boży. Jezus w tym wersecie mówi, że żydzi niesprawiedliwie chcą Go zabić, ponieważ nazwał się jedynie Synem Bożym, określeniem, które występuje w Piśmie i jest uprawnione, a przecież jest kimś więcej. W rzeczywistości jest Loghosem-Bogiem. Widać to szczególnie, gdy werset 10,35 odniesiemy do J 1, 1-2.

Tak jak Loghos jest skierowany ku Bogu Ojcu (J 1, 1), tak jest też skierowane Słowo ku nam (J 10, 35), abyśmy i my w duszy naśladowali życie Trójcy Świętej. Każdy z nas ma w sobie obraz Boga, wewnętrznego, duchowego człowieka jak by to określił św. Paweł. Niezwykle ciekawym się to wydaje w kontekście pewnej postaci ze świata Islamu. Świętego sufickiego Mansura al-Hallaja, który żył na Bliskim Wschodzie w X w. po Chr. Sufizm to ruch mistyczny, który powstał w łonie islamu sunnickiego ok. VII w. Do najbardziej znanych sufich należą filozof Al-Ghazali oraz perski poeta Jalal ad-Din. Pomimo bycia doktryną islamską, sufizm zawiera w sobie pewne elementy chrześcijaństwa i buddyzmu i platonizmu. Al-Hallaj, był mistykiem pochodzącym z terenu obecnego Iranu, jego dziadek wyznawał Zoroastryzm. Jako młodzieniec musiał z powodów politycznych uciekać do Mekki gdzie przez rok zachował ślub milczenia. Następnie nauczał wiernych muzułmańskich i zyskał sobie kilkuset uczniów. Wśród nich - wielu byłych chrześcijan, którzy z powodu podbojów musieli zmienić wiarę na islamską. Był cudotwórcą. Według legendy sam sprawił, że w Bazylice Grobu Pańskiego samoczynnie zapaliło się 400 lamp oliwnych.

Jego nauczanie było bardzo kontrowersyjne i szaleńcze. Chciał wyzwolić się od wszystkiego by być wdzięcznym tylko Bogu. Chciał poświęcić swoje życie dla wspólnoty. Wprost wzywał ludzi do tego by go zabili… Wywoływał wiele emocji wśród ludu i zyskał sobie zawiść elit. Jako mistyk suficki prowadził bogate życie wewnętrzne, które zmierzało do anihilacji własnego ego. Napisał tak: "Oczami serca ujrzałem mojego Pana, zapytałem - kim jesteś? Odpowiedział mi - Tobą". Publicznie wyraził to w końcu zdaniem, za które go zamordowano: “Ana’l-Haqq” - Ja jestem Prawda. Niestety, Haqq jest jednym z 99 Imion Allaha, które wymienia Koran. Uznano więc, że Al-Hallaj nazywa siebie Bogiem. Osądzono go i powieszono nad rzeką Tygrys. W życiu Al-Hallaja widać jak na dłoni inspirację Jezusem Chrystusem, którego nauczanie sufi znają.

Wszystkie religie abrahamowe uczą, że w człowieku jest jakiś Boży pierwiastek. Jednak jak widać biada temu kto to w sobie odkryje i powie o tym światu.

Ks. Łukasz Szlak

Stat Veritas

 
(Homilia środa V tydzień Wielkiego Postu).

“Poznacie Prawdę a Prawda was wyzwoli”. W nauce Chrystusa wolność pozytywna (wolność do) i negatywna (wolność od) syntetyzują się. Oczywiście trzeba zaznaczyć, że ta pierwsza ma przewagę i zapewne Isaiah Berlin zaliczyłby taką wolność do fałszywych wolności pozytywnych, prowadzących człowieka do autorytaryzmu. W istocie, poprzez swój negatywny aspekt chroni ona człowieka przed całkowitym przymusem (wyzwolenie od grzechu i wolność od prawa w pawłowym sensie) i jednocześnie przez swój aspekt pozytywny (oświecenie przez Prawdę) chroni przed anarchią. Wydaje się, że dzieje chrześcijaństwa i biografie świętych potwierdzają to w zupełności.

W języku greckim słowo prawda – aletheia etymologicznie oznacza a-letho, to co jest odkryte, niezasłoniętę. ‘Oczywiste’ jakbyśmy dopowiedzieli. Dla Arystotelesa prawda jest zgodnością rzeczy I intelektu. Nie wyczerpuje to jednak biblijnego pojęcia prawdy. W języku hebrajskim słowo prawda - emeth jest w swym rdzeniu powiązane ze słowem aman – wiara. Prawda to coś, co się weryfikuje w życiu wiernego, w jego wierze w Boga, ufności Bogu. Gdy weźmiemy zamienniki, słowa bliskoznaczne prawdy ze Starego Testamentu, okaże się, że będzie ich aż 164 (Andrzej S. Wójcik, “Określenie znaczenia prawdy…”, Folia Philosophica, 2002, t.20, s. 109-139)”. Najważniejsze z nich to następujące hebrajskie słowa:
hesed, hanan, sedeq, yasa, mispat. Holistyczna definicja prawdy musiałaby zawierać więc pojęcia: łaska, wierność sprawiedliwość dobroć, miłosierdzie, miłość, życzliwość, dobro, dobrobyt, wybawienie, ocalenie, sądy, prawo, przykazania, wyroki, rozsądzanie, trwałość, wieczność, chwała świętość i wiele, wiele innych.

Chrystus mówi poznacie Prawdę, używa tu słowa gnosesthe. Gnoza jak pamiętamy oznacza wiedzę, świadomość oraz pewne zjednoczenie z poznawanym przedmiotem. Chrześcijanin jest częścią Chrystusowego Ciała i w nim realizuje swą prawdziwą osobę, jaźń. Tę Prawdę poznaje przez Ducha Świętego: “Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: “Abba”, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem”. (Ga 4, 6-7). Niestety człowiek będąc w łasce, nadal może zwrócić się przeciw Bogu: “Wy bracia powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału” (Ga 5, 13).

W innym miejscu św. Paweł tłumaczy, że wierzący człowiek będzie poznawał rzeczywistość Boga: “Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą’’ (Ef 3, 17-19).

Poznawanie to będzie wieczne, dynamiczne i niewyczerpane, gdyż Istota Boża zawsze będzie nas przerastać. Nasze istnienie zawiera się w Bożej Prawdzie jak mówi hymn o miłości: “Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno, wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany (1 Kor 13, 12). Św. Tomasz z Akwinu stwierdza ciekawą rzecz, że istnienie Boga, “zgodne co do formy z Jego intelektem, jest samym jego poznaniem. To Jego poznanie jest miarą I przyczyną wszelkiego innego istnienia, a także wszystkich innych intelektów, On sam natomiast jest własnym swoim istnieniem i poznaniem” (Suma Teologii, I, q. 16, a. 5).

Dzisiejszy świat nie lubi prawdy, prawda jest dlań przyczyną dyskryminacji i ma charakter represywny. Powszechnie obowiązujący agnostycyzm poznawczy w filozofii skutkuje zapaścią naszej kultury i upadkiem religijności. Wszyscy zdają się powtarzać pytanie retoryczne Piłata: “Cóż to jest prawda”? Co ciekawe w Vulgacie, czyli łacińskiej wersji Biblii w tym pytaniu zawiera się odpowiedź. Słowa Quid est veritas?, czyli cóż to jest prawda? Litery tych słów tworzą akrostych: Vir qui adest, czyli: mąż, który stoi przed tobą

Nekropolis

 

(Homilia na wtorek V tygodnia Wielkiego Postu).

Świat to jeden wielki cmentarz. Tak naprawdę istnieją tylko umarli. Pomijamy na razie tych, którzy umarli fizycznie, bo to oczywiste. Są dwa rodzaje ludzi: ci którzy są umarli dla grzechu i ci którzy są umarli w grzechu. Tertium non datur. Jezus mówi dzisiaj jasno: “Jeżeli nie uwierzycie, że Ja Jestem, pomrzecie w grzechach waszych” (J 8, 2). Jaką to trudność moralno-intelektualną mieli faryzeusze i uczeni w piśmie? Jezus określił ich jako tych, którzy mają wiedzę o Piśmie jednak ona nie wpływa na ich nawrócenie. Odwołuje się do wzroku tak popularnego u św. Jana: “Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: “widzimy”, grzech wasz trwa nadal” (J 9 , 41). Fundamentem tej wiedzy jest pycha, nieposłuszeństwo a w konsekwencji bluźnierstwo. Nie wierzą w Jezusa i oskarżają go o działanie pod wpływem demona. Wiadomo - każdy człowiek jest po trosze hipokrytą, jednak w tym przypadku ta hipokryzja urasta do niebotycznych rozmiarów i jest niezwykle trudna do przezwyciężenia.

Dla świętego Jana istnieją dwa rodzaje grzeszników, którzy opisani są w 5 rozdziale jego Pierwszego Listu: ci którzy popełniają niesprawiedliwość (gr. adikia) oraz ci którzy popełniają nieprawość (anomia). Ci pierwsi niszczą w sobie nadprzyrodzone życie, choć nie całkowicie. Modlitwa braci jest w stanie przywrócić im to życie. Ta druga grzeszność jest grzechem prowadzącym do duchowej śmierci 1 J 5, 16-17). Ten rodzaj grzechu jest związany z terminem bardzo często pojawiającym się w Biblii – zatwardziałym sercem, od którego niedaleko do grzechu przeciw Duchowi Świętemu.

Śmierć tego typu - duchowa śmierć - oznacza niebyt jak za św. Pawłem mówi Orygenes (Rz 4 , 17). Nie oznacza to, tego co w ogóle nigdy nie istniał lecz “nazwę tę [św. Paweł] odnosi do tego co występne”. Bóg nie zna zła, kontynuuje Orygenes, jednak nie dlatego, że nie potrafi zdobyć o nim wiedzy - nie zna, bo zło na to nie zasługuje. “Diabeł dzierżył władzę nad śmiercią, nie tą zwykłą i moralnie obojętną, jaką umierają wszyscy […], lecz nad śmiercią nieprzyjacielem i wrogiem Tego, który rzekł: Ja Jestem życiem” (J 11,25; 14,6). (Orygenes, “Duch i Ogień”, s. 64-65).

A jak wygląda śmierć dla grzechu? Łączy się z życiem duchowym i ascezą, ale przede wszystkim z misterium naszego chrztu. “Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierci?” (Rz 6, 3) Nasz wewnętrzny grzeszny człowiek został z Chrystusem współukrzyżowany. “Kto bowiem umarł, został wyzwolony z grzechu”. Rzecz jasna grzeszność człowieka nie przemija wraz z chrztem, choć grzech zmywa pierworodną winę Adama. W człowieku nadal pozostaje pożądliwość. Apostoł jest tego świadomy, przestrzega jednak wiernych by grzech nie zdobył nad nimi panowania. Św. Paweł poucza nas, że mamy dosłownie r o z p o z n a ć w sobie to, że umarliśmy dla grzechu, a żyjemy dla Boga (Rz 6, 11). Mamy oddać siebie samych na służbę sprawiedliwości, poprzez praktykowanie owoców Ducha Św. (Ga 5, 22-26).

A teraz przejdziemy jeszcze do śmierci fizycznej. Dawniej przestrogę Jezusa przed śmiercią w grzechu traktowano poważniej. Nasze podejście do śmierci zmieniło się przez ostatnie dekady. Gdy osoba umrze, nikt już nie pyta: czy pojednał się z Bogiem? Czy przyjął wiatyk? Pytamy raczej czy cierpiał, gdy umierał? Kiedyś katolicy inaczej traktowali śmierć. Gdy ktoś bliski z rodziny lub sąsiad umierał, wszyscy schodzili się odmawiać proste modlitwy: różaniec, litanie. Istniały na wsiach bractwa śpiewacze specjalizujące się w omadlaniu umierających. Gdy umierający konał wtedy intensyfikowano modlitwy, wiedziano bowiem, że moment śmierci w jakim znajduje się dusza jest kluczowy dla wieczności. Dziś kwitujemy wszystko stwierdzeniem: Pan Bóg jest miłosierny. Serio? Gdyby ta nasza ‘wiara’ był taka pewna znalazła by wyraz w naszej modlitewnej trosce. Tymczasem jest jak jest.

 

Ks. Łukasz Szlak

"Kim jestem, aby osądzać"?



(Homilia na poniedziałek V tygodnia Wielkiego Postu).

Kościół prawosławny obchodzi 30 marca wspomnienie ciekawego świętego. Mnicha, który nikogo nie osądzał. Teoretycznie, od biedy można o nim nauczać i w naszym Kościele, jako że jego kult datuje się sprzed 1054 r., Jest to święty bezimienny. Prawdopodobnie jego rzeczywiste istnienie można traktować z lekkim przymrużeniem oka, ale jest to niezwykle ważna postać dla Kościoła. Przypomina o ciekawej rzeczy - wszelki sąd należy tylko do Boga. Ów mnich był patentowanym leniem, w modlitwach nie był zbyt metodyczny jak na mnicha przystało. Miał tylko jedną zaletę – nigdy nikogo nie osądził. Hagiografie podają informację, że gdy umierał i położono go na łożu śmierci był radosny. Wywołało to zatroskanie współbrata, który zdziwiony pytał go: dlaczego jest uśmiechnięty? On odpowiedział, że miał wizję jak aniołowie przedstawili mu długą listę jego grzechów i przewinień, na co on odpowiedział: „nie sądźcie abyście nie byli sądzeni. Nigdy nikogo nie osądziłem i mam ufność w Miłosierdzie Boga, że też mnie nie osądzi”. Słysząc to aniołowie podarli listę grzechów.

W ostatnich latach popularność zdobyły słowa Ojca Świętego Franciszka: „Kim jestem, aby osądzać”? Wypowiedziane, w charakterze prywatnym, odnośnie znajomego papieżowi homoseksualisty. Wyrażają one pewną prawdę katolickiej teologii moralności, która mówi że, zawsze należy każdy przypadek grzechu osądzać w kontekście danej osoby, biorąc pod uwagę intencję czyny, materię i okoliczności. Nie ma to nic wspólnego z moralnością sytuacyjną. Papież mówi również, że nie wolno z casusów osobistych czynić nowych norm ogólnych jak to ma miejsce w kościołach katolickich i protestanckich na zachodzie. Prawo Boże wszak nie jest naszym osobistym tworem jakby chciał Kant, katolik nie może przyjąć takiego punktu widzenia.

W dzisiejszej ewangelii Chrystus ratuje kobietę cudzołożną od ukamienowania. Mówi do niej: „Nikt cię nie potępił? – Nikt Panie – i Ja Cię nie potępiam, idź i nie grzesz więcej”. Kobieta złamała Boże Prawo i obiektywnie zasłużyła na śmierć, która jest konsekwencją grzechu. Jednak Chrystus, któremu Ojciec cały sąd przekazał uwolnił ją od sądu. Na jakiej podstawie? Są w Piśmie przypadki grzeszników, którzy będą karani sądem, są tacy, którzy zostaną od tego uwolnieni. Co Pismo mówi o jednych i drugich? Jak rozeznać własną kondycję moralną?

Kilka wskazówek zawiera List do Rzymian. Grzesznicy, którzy są obiektem Bożego Gniewu to ci, którzy przez grzech określany jako niesprawiedliwość i wzgardę Boga nakładają pęta Prawdzie. Na współczesny język byśmy przetłumaczyli to jako zagłuszanie sumienia. Ich relacja wobec grzechu jest określana słowami: napełnieni grzechem, oddani grzechowi, dodatkowo: „chwalą tych, którzy te czyny popełniają”(Rz 1,18.20- 32).

Najwięcej mówi o sądzie św. Jan Apostoł. „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu, kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie umiłowali bardziej ciemność, aniżeli światło, bo złe były ich uczynki. Każdy kto, źle czyni nienawidzi światła i nie zbliża się do światłości, aby jego uczynki nie zostały ujawnione”. (J 3, 17-20). W kontekście tych słów warto zapytać: kto jest podobny tym, którzy nie zbliżają się do światłości by ich uczynki nie zostały ujawnione: kobieta cudzołożna czy faryzeusze?

Oczywiście ci ostatni. O nich mówi Jezus: „Nie sądźcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję” (J 5, 45). Kwestia ta jest rozwinięta przez Jezusa nieco dalej: „A jeżeli ktoś słyszy słowa moje, ale ich nie przyjmuje, tego ja nie potępię. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat potępić, ale by świat zbawić. Kto mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ten ma swojego sędziego: słowo, które wygłosiłem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym”. (J 12, 47-48)

W sztuce (H. Memling) widzimy takie przedstawienia Sądu Ostatecznego, na których Chrystus zasiada na tronie w niebie, zaś tu na ziemi, sąd bezpośrednio wykonuje św. Michał Archanioł, ukazany z chorągwią i wagą. On jest jakby hipostazą tego słowa, o którym mówi Jezus, które osądzi człowieka. Nie jest to wyobrażenie odległe od Pisma, wszak w Apokalipsie, wykonawcami plag są aniołowie Boży. Ewangelista Jan poucza również, że „[Duch Święty] gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie […] o sądzie bo władca tego świata już został osądzony”. Możemy się tu chwilę zatrzymać. Władca gr. archon już został osądzony. Greckie słowo arche oznacza również zasadę, źródło i początek. Jeżeli Jezus mówi o o potępieniu Szatana jako źródła i zasady zła w obecnym świecie (gr. kosmos czyli porządek), mówi już o swoim zwycięstwie nad aktualnym porządkiem, którego zło jest częścia. Zło przez ten sąd nigdy nie będzie w stanie odsłonić całego swego oblicza, czyli zniszczyć stworzenie Boże, ukazać nicość, niebyt.

Cechą wspólną grzeszników, którzy będą potępieni jest nienawiść Słowa Bożego i Boga. Niekoniecznie są to ateiści, takich w Psalmach raczej nie znajdziemy, a przecież o nieprawych mówią psalmy non stop. Ci ludzie są po prostu wrogami Boga. Ta nienawiść jest gdzieś w głębi ukryta.

Warto zwrócić uwagę na jeden szczegół z dzisiejszej ewangelii. Jezus w trakcie samosądu pisze coś palcem po ziemi. Palec Boży jest bowiem znanym motywem w ST. Pierwszy raz motyw palca Bożego pojawia się w opisie trzeciej plagi egipskiej. Kapłani egipscy, korzystający z wiedzy tajemnej nie mogą uczynić podobnej rzeczy stwierdzają wobec faraona: „Palec to Boży”. Palcem skrapiano rogi ołtarza przy ofierze przebłagalnej, oznaczało to oczyszczenie i oddzielenie od nieczystości i poddanie wszystkiego woli Boga (Wj 29, 12; Kpł 16,19). Palec tajemniczej dłoni wypisuje również wyrok na króla babilońskiego (Dn 5,5).

Palec Boży pojawia się, co znamienne dla naszej dzisiejszej ewangelii, przy opisie pierwszych tablic Deklaogu. „Dał mu dwie tablice Świadectwa, tablice kamienne, napisane palcem Bożym (Wj (31, 18). „Tablice te były dziełem Bożym, a pismo na nich było pismem Boga wyrytym na tablicach” (Wj 32, 16). Pierwsze Prawo zostało zapisane bezpośrednio przez Boga, jednak jak wiemy, gdy Mojżesz odkrył bałwochwalstwo u Izraelitów rozbił kamienne tablice. Mimo to Bóg ponownie ofiarował mu tablice, jednak mały szczegół różnił te pierwsze od tych drugich.
„Pan rzekł do Mojżesza: „Zapisz sobie te słowa, gdyż na podstawie tych słów zawarłem przymierze z tobą i z Izraelem”. I był tam Mojżesz u Pana czterdzieści dni i czterdzieści nocy i nie jadł chleba, i nie pił wody. I napisał na tablicach słowa przymierza – Dziesięć Słów”. (Wj 34, 27). Te drugie tablice przykazań są już zapisane przez człowieka, jakby w ludzkiej interpretacji.

Palec Boży zawsze oznacza konkretne, szczegółowe zaangażowanie działania Boga. Nie inaczej było w scenie z kobietą cudzołożną. Jezus zapisywał palcem Bożym Nowe Prawo, Prawo miłości, które przebacza żałującym swego grzechu. Przykazanie nowe, które było od początku.

Według św. Pawła „Człowiek duchowy sam wszystko rozsądza, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony” (1 Kor 2, 15). Św. Paweł w tym miejscu przedstawia ciekawą antropologię. Ludzie dzielą się na zmysłowych, cielesnych i duchowych. Duchowi to chrześcijanie, którzy przylgnęli do Chrystusa; cieleśni to niemowlęta w Chrystusie (ci którzy są na początku drogi wiary) apostoł pogan mówi, że ci są karmieni mlekiem nie pokarmem stałym bo są słabi; zmysłowi nie są chrześcijanami, nic nie pojmują, wiara jest dla nich głupstwem.

Tajemnica sądu nad człowiekiem jest zawsze tajemnicą serca, jest ukryta. Jednak nie dla Słowa. Słowo Boże jest doskonałym opisem ludzkiego serca dlatego: „Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca (Hbr 4, 12). Rozróżnienie postawy serca jest możliwe tylko dla Boga. To właśnie nasz duch, dusza, pragnienia i myśli określają stan naszego serca. I tylko słowo potrafi osądzić czy serce człowieka jest zatwardziałe. Dlatego jeśli nie wykonujemy potrzebnej i ustanowionej przez Boga władzy (np. sakrament pokuty) powstrzymajmy się od osądzania, bo sami słabi jesteśmy jak niemowlęta. Słowo wystarczy.

Orient

 
(Homilia wtorek IV tygodnia Wielkiego Postu).

Nim Żyd przystąpi do szabatu musi się wykapać. Stary zwyczaj, o którym i Polacy dawniej wiedzieli ze względu na liczne mykwy w naszych miastach. Podobnie i być może chciał uczynić Jezus w dzisiejszej ewangelii - tego dnia “był szabat”. Jednakże nie rytualna kąpiel była rzeczywistym celem Jezusa. Uzdrowił czekającego na 38 lat na cud chromego. Wypełnił w ten sposób proroctwo Ezechiela o nowej świątyni, która będzie źródłem życia i uzdrowienia świata.

W dzisiejszym I czytaniu z Księgi Ezechiela (47,1-9.12) jest opis nowej Świątyni: “oto wypływała woda spod progu świątyni w kierunku wschodnim”. I dalej: “Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy jego wody jego stają się zdrowe”. W dalszym opisie nad brzegami potoku rosną drzewa, których owoce są pokarmem, a liście lekarstwem. Nie sposób uniknąć skojarzeń z rajskim ogrodem Eden, który również był usytuowany na wschodzie.

Nie czas i miejsce by opisywać znaczenie symboliczne orientu. W każdym razie: ex oriente lux, ex occidente lex. Wydaje się, że lex (prawo) w Europie nie ma się tak źle, ale co z naszym lux (światłem)? Nasz kontynent umiera. Światło w nim gaśnie, jesteśmy jak chromy z ewangelii. Gdzieś w głębi mamy świadomość, że źródło odnowy leży w dziedzinie tradycyjnie należącej do religii. Ale chrześcijaństwo wydaje się mieć zbyt mało wiary w siebie. Nasz stosunek do wschodu jest ambiwalentny. Z jednej strony od wieków Zachód uważa Wschód za kuszący, ale zdradziecki. Zaliczane do kanonu dzieła literackie Grecji starożytnej opowiadają o konflikcie ze wschodem. Od początku też i pogańska religia Greków i Rzymian, dosyć szybko stała się skostniała, powiązana z polityką, a odcięta od życia. Religijny wschód zawsze kojarzył się z zabobonem.

Z drugiej strony fascynuje nas kultura i religia wschodu, jeszcze nie skażona globalizacją na modłę amerykańską. Jedni z nas, ochoczo witają muzułmańskich imigrantów, inni się ich boją. Świat religijny, w którym mieszka większość mieszkańców naszej planety jest normą, to Zachód na tym tle) wytworzył pewnego rodzaju dewiację.

Na wschodzie, w jego mistycyzmie i misteryjności leży źródło naszej odnowy religijnej. Wskazywali na to dwaj poprzedni papieże. Ojciec święty Franciszek przez swoją ostatnią pielgrzymkę do Iraku też wydaje nam się wskazywać na to. Prostym przykładem jest chociażby wychwalany pod niebiosa przez okcydentalistę Feliksa Konecznego bł. brat Karol de Foucauld. W młodości kształcony u jezuitów ateista, rozpoczął swe nawrócenie od szoku wywołanego kontaktem z muzułmanami. Szok wywołały w nim tradycyjne prostracje (arab. Sujud), czyli bicie pokłonów we wschodnią stronę. Żył potem pomiędzy Tuaregami na pustyni, jak dawni ojcowie pustyni.

Jak przypomina ojciec święty Benedykt XVI w “Duchu Liturgii” ta typowa semicka tradycja, modlitwy we wschodnim kierunku, jest wszak cały czas naszą tradycją. A duchowym wschodem chrześcijan jest krzyż Chrystusa, z którego wypłynęły krew i woda. To Jezus działający przez Ducha Świętego jest naszym źródło wody żywej (J 7, 37). Jego Ciało (Kościół) jako Świątynia to początek źródła wody płynącej do Edenu. Wszyscy wierzący (z kapłanem) winni być zwróceni w stronę krzyża.

ks. Łukasz Szlak

środa, 12 lipca 2023

Jak Perun odchodząc na słowiański Olimp scedował część władzy św. Piotrowi.

 

Niektóre aspekty kultu Peruna przeniesione na św. Piotra.



1 sierpnia w Kościele katolickim niegdyś obchodzono święto św. Piotra w Okowach. Było to święto związane z kulturą rolniczą i stanową, dlatego po reformach liturgicznych SVII zostało zniesione. Pewne ludowe zwyczaje wskazują, że święto to było związane z legitymizacją władzy Kościoła nad ludem, nazywane świętem Piotra Palikopy. Niektóre aspekty kultu św. Piotra Palikopy wskazują na pewną łączność z wcześniejszym, domniemanym kultem boga piorunów - Peruna. Czy istnieje jakiś sensowny związek między kultem św. Piotra czy szerzej papiestwa a starożytnym bóstwem słowiańskim o imieniu Perun? Teza wydaje się być absurdalna, aczkolwiek w zabytkach kultury zawsze możemy znaleźć jakieś nawiązania. Otóż ogniwem łączącym dwie postacie jest motyw mieszkańca nieba władającego gromami. W przypadku boga Peruna, gdzie nawet nazwa wskazuje na zakres odpowiedzialności tego bóstwa jest wszystko jasne (chociaż jak się okazuje czytając analizy A. Brucknera nie do końca), a u św. Piotra? Tu kwestia związków będzie nieco bardziej skomplikowana. 

Żeby odkryć ów związek potrzeba na chwilę przenieść się na wschodnią Słowiańszczyznę. Tam po chrzcie św.  Włodzimierza Wielkiego w 988 r. próbowano - jak w innych krajach – ochrzcić pewne kulty pogańskie powiązane z kulturą rolniczą. I tak wschodni kult Peruna na Rusi Kijowskiej zamieniono na kult proroka Starego Testamentu Eliasza, niezwykle żywy we wschodnim chrześcijaństwie. Czci się go jako św. Iliję Gromowładnika. Prorok ów zasłynął na kartach Biblii zesłaniem z nieba ognia, który strawił ofiarę na stosie i tym sposobem wygrał próbę z pogańskimi prorokami Baala. Według Nestora za wielkiego Księcia Igora drużyna pogańska zaprzysięgała na Peruna, a chrześcijańska w cerkwi pw. św. Eliasza. W tejże kronice Nestora czytamy ustęp, który bardzo przypomina epizod z mitu o Perunie: “czy to prawda, że Ilia grzmi i gromi żmija”? Według popularnej legendy to właśnie Perun walczy ze Żmijem-diabłem, analogicznie do Thora walczącego z Lokim. Legenda o walce ze Żmijem ma charakter wegetacyjny, tłumaczy zmiany pór roku. 

Ciekawostką niezwykłą jest rzeźba Stanisława Szukalskiego pt. Młocarz, poświęcona papieżowi Janowi Pawłowi II. Jest to rzeźba stworzona przez polskiego rzeźbiarza z USA, który mimo deklarowanego antyklerykalizmu, antykatolicyzmu i neopogaństwa wyraził podziw dla wielkiego rodaka. Przedstawienie świętego papieża do złudzenia przypomina słowiańskiego Boga w starciu ze Żmijem.

Tytułowy Młocarz walczy z hybrydą o kształcie węża. Jego bronią jest cep bojowy, czyli nieco rozwinieta maczuga, którą w XV w. stosowały niepokonane słowiańskie wojska - Husyci. Perun jak wiemy był uzbrojony przede wszystkim w topór lub szablę, ale istnieją też przedstawienia z maczugą.

Według Brucknera dawny kult bałto- słowiański kult Peruna został następnie odgrzebany w X w. dla tych spośród Waregów, którzy osiedliwszy się wśród Rusinów zeslawizowali się i wiele cech nordyckiego Thora przenieśli w sposób naturalny na Peruna. Z kolei dla chrześcijan ognisty prorok, który poszybował do nieba na ognistym wozie i sprowadzał błyskawice i deszcz na ziemię był też naturalnym odpowiednikiem Peruna.

Trzeba też jasno zaznaczyć, że wszelkie informacje o Perunie zawdzięczamy wschodnim latopisom Nestora. Na terenie Słowiańszczyzny Zachodniej jego kult nie jest poświadczony pisemnie. Dowodem pośrednim są oczywiście liczne nazwy miejscowości. Jedna z czterech postaci idola ze Zbrucza posiada cechy Peruna - ma szablę i wizerunek konia, aczkolwiek sam idol został znaleziony w rzece na terytorium pogranicznym wschodniej Słowiańszczyzny. Co więcej nazwa Perun na wschodzie była wyraźnie nomen prorpium bóstwa, na zachodzie wskazuje się, że była to pierwotnie nomen apellativum.

Według analiz Aleksandra Brucknera związek Peruna z piorunem jest wtórny, nie pierwotny. Językoznwaca stara się znaleźć wspólny rdzeń bałtosłowiański dla nazw Peruna i litewskiego Perkunasa. Podstawowy problem stanowi zanik litery 'k' w wersji słowiańskiej. Nazwa litewska Perkunas jest ok. 1000 lat wcześniejsza od Peruna, gdyż w językoznawstwie znany jest fakt zapożyczenia przez ludy fińskie nazwy diabła od Bałtów - Perken. Najprawdopodobniej dawniejszy nomen proprium Perkyn pod wpływem nomen apellativum perun utracił swoje 'k' a 'y' zamienił w u. Perkyn Perkunas najprawdopodobniej oznacza pierwotną nazwę dębowca. Od starych słów celtyckich i germańskich: percus i perkus niedaleko do łacińskiej nazwy dębu: quercus. To właśnie dąb jest pierwotny w nazwie słowiańskiego bóstwa, dęby, gaje dębowe były u wszystkich ludów europejskich siedzibą bóstw. To właśnie potężne wiekowe dęby ściągały na siebie uderzenia piorunów, dlatego uważano je za siedziby bóstw. Jak mniemają niektórzy historycy, być może legenda o zgładzeniu smoka calożercy przez Graccha (Kraka) jest jakąś parafrazą legendy o walce Peruna ze Żmijem, wszak imiona Krakus, Gracchus przypominaja nieco nazwę quercus.

Dęby spełniają ważną rolę w religii jako takiej. To pod dębami Mamre Bóg objawił swą obietnicę zbawczą Abrahamowi. Lasy dębowe były kojarzone z władzą w Rzymie, wystarczy przypomnieć nazwisko rodowe Romulusa i Remusa - Silvianus czyli pol. Leśni. Najbardziej zasłużeni dla Rzymu otrzymywali wieńce  z liści dębowych. Niezwykle ciekawa był motyw króla lasu ze świętego gaju Arycji. Panował on dopóty, dopóki nie został zabity przez następce, który sam stawał się królem lasu. Można by zapytać, czy między imperialnym Rzymem symbolicznie wyrażanym symbolicznie przez dęby a św. Piotrem Apostołem istnieje jakaś łączność? Otóż tak - jedna z najcenniejszych relikwii piotrowych przechowywanych w Bazylice św. Piotra w Rzymie to Kathedra Petri,tron, krzesło wykonane nie z czego innego jak właśnie z dębiny.

W Polsce i w krajach zachodniej Słowiańszczyzny nie było rozwiniętego kultu Eliasza. Istniał natomiast specyficzny kult (już wymarły) św. Piotra Palikopy. Św. Piotr Palikopa był wspominany 1 sierpnia, tak naprawdę było to wspomnienie św. Piotra w okowach, upamiętniające uwięzienie przywódcy apostołów i cudowną anielską interwencję na rzecz jego uwolnienia. W kulturze ludowej był to jednak Piotr, który rzucał gromy na kopy, palił zbiory grzeszników. Twierdzenie to było związane z częstymi burzami na przełomie lipca i sierpnia. Tak jak Piotr władający błyskawicami był wspominany 1 sierpnia, tak św. Ilię Gromowładnika w cerkwi wspomina się 20 lipca/2 sierpnia. Zbieżność dat nie jest chyba przypadkowa… Pamięć o Piotrze Palikopie przechowała się przede wszystkim w centralnej Polsce, na Mazowszu w postaci przysłów ludowych, które kolekcjonowali etnolodzy pokroju Zoriana Dołęgi Chodakowskiego i Oskara Kolberga:  "Do świętego Palikopy nie twoje w polu chłopie snopy", "na świętego Palikopy grom popali kopy". Dlaczego św. Piotr tak namiętnie palił zbiory ciężko wypracowane przez chłopów?

Odpowiedzią na to pytanie jest dziesięcina należna kościołowi. Otóż końcówka lipca była tym czasem, gdy zboże zebrane w snopy pozostawało na polu dopóki odpowiednia 10. część nie zostanie ocenione i wybrane jako podatek przez miejscowego plebana. Należy się oczywiście domyślać, że pleban zabierał to, które było najbardziej urodzajne. Przez wieki dziesięcina byłą źródłem potęgi i bogactwa Kościoła. Kościół na Zachodzie długo bronił się przed zamianą dziesięciny z darów naturalnych w pieniężną lecz w końcu uległ. W Polsce przez bardzo długi czas dziesięcina była pobierana przez Kościół właśnie w postaci naturalnej i żaden król nie ważył się na zamianę tego sposobu opodatkowania. Jedyny polski władca, który nie wahał się naruszyć dobra Kościoła - Kazimierz Wielki - być może jest też  świadkiem grożenia przez duchownych wstawiennictwem Palikopy. W sporze gospodarczym z krakowskim biskupem Bodzantą, temu ostatniemu, który wskazywał na popalone przez pioruny pola, przeciwstawiał nędzę chłopstwa.

Jeden z nielicznych śladów w literaturze pięknej pochodzi z XVI w. i należy do protestanta Mikołaja Reja "Rozprawy między wójtem, panem a plebanem", pomiędzy licznymi oskarżeniami o wypaczenia nauki chrześcijańskiej znajdujemy następujący werset o św. Piotrze Palikopie:

Ale dziś wasze nauki,

Rozliczne w nich znajdziecie sztuki,

Nie rzecze nic żadnych próżno,

Chocia z sobą siedzą rózno,

Alboć wezmą, abo co daj,

Tak kazał święty Mikołaj:

Bo jeśli mu barana dasz, Pewny pokój od wilka masz,

Dobry też Lenart od koni,

Dla wieprzów święty Antoni:

Więc świętego Marka chwali,

Więc Piotr, co kopy pali,

Więc Mikołaj co liczy dusze,

Alić masia z gęsią kłusze.


Kiedy Kościół uzyskał to prawo? Odpowiedź oczywiście cofa nas do czasów Mieszka I. Przyjmując religię chrześcijańskim Mieszko musiał oddać część władzy Kościołowi wbrew słowiańskim zwyczajom. Pytanie tylko czy rzeczywiście Mieszko jedynie tracił część swojej władzy? Czy np. istniał jakiś stan duchowny pogański, z którym Mieszko musiał się rozprawić? Jest to raczej wątpliwe. Jednak odbierając pewne duchowe prerogatywy dotychczasowym ich posiadaczom - widzom, starostwo środowym, niewątpliwie musiał zyskać. Słowianie Zachodni na terenach Polski posiadali oczywiście ośrodki wielkiego kultu, co do tego nie ma wątpliwości: Gniezno, Lednica, Łysa Góra, Ślęża, Wawel i inne były miejscami, na których składano ofiary bogom z tradycjami jeszcze przedsłowiańskimi. Jednak wszystko wskazuje na to, że nie było oddzielnego stanu kapłańskiego. Znamy wprawdzie nazwy Żertewników i Wołchów pełniących stricte funkcje religijne, trzeba jednak zaznaczyć, że ci pierwsi najprawdopodobniej składali ofiary jako naczelnicy rodów, wodzowie plemion. Takim Żertewnikiem był zapewne również wódz Polan. Wołchowie jako zajmujący się wróżbami nie byli wyodrębnieni prawnie spośród społeczeństwa, nie posiadali raczej większego znaczenia politycznego. Posiadamy wprawdzie świadectwa z takich ośrodków jak w Wagrii i na Arkonie, gdzie istniały ośrodki kultu boga Prowe (być może jakaś odmiana Peruna?) i Świętowita z wyraźnie oddzieloną wpływową kastą kapłańską, aczkolwiek są to świadectwa z czasów późniejszych wpływów chrześcijańskich, gdzie wystąpiło naśladownictwo chrześcijańskich wzorów. 

Gdy mówimy o Żercach warto tu prześledzić notatkę o ożenku Mieszka z Dobrawą.

"Mieszko [...] w końcu zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Dąbrówka. Lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem. Gdy zaś on [na to] przystał, że porzuci ów zwyczaj pogański i przyjmie sakramenta wiary chrześcijańskiej, pani owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem [dostojników] świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki-Kościoła" Gall Anonim, Kronika, I, 5).

Zobaczmy, że mowa tu o obyczaju i prawach Kościoła, zaś małżeństwo jako sakrament było jednym z ważniejszych jego części. Nie jesteśmy jeszcze w okresie, gdy sakramentów małżeństwa udzielano w tzw. formule trydenckiej - a więc w zgodzie z prawem kanonicznym przed ołtarzem w obecności kapłana. Możni i książęta jednak tego typu sakramenty otrzymywali w charakterze uroczystym w świątyni.

Długi czas namawiania Mieszka do wiary wspomina też Thietmar, i to w jego relacji widać pewien upór Mieszka, gdyż Dobrawa musiała, wymóc na nim posłuch. Mieszko jeszcze musiał więc rozmyślać i kalkulować nad przyjęciem chrześcijaństwa. Niewątpliwie musiał oddać część swej władzy cesarzowi rzymskiemu i Kościołowi katolickiemu. A trzeba pamiętać, że w ówczesnym społeczeństwie sam władca pełnił najwyższe funkcje religijne. Prawdopodobnie wraz z pomniejszymi wodzami rodowymi i plemiennymi posiadał władzę kapłańską jako swat. Językoznawcy potwierdzają bowiem, że w języku staropolskim słowo Żerca (kapłan) oznaczało również swata i w taki sposób tłumaczono np. biblijnego starostę weselnego.

Jaką korzyść mógł tu odnieść Mieszko I oddając część władzy Kościołowi? Historycy na pewno podają wiele powodów: ideologicznych, kulturalnych, administracyjnych nawet. Odbierając starostom rodowym i wodzom plemiennym prawo Żercy, wzmacnia swoją władzę i na pewno przyśpieszał rozkład wspólnot rodowych i plemiennych. 

Na koniec warto wspomnieć jeszcze, że w wielkich ogrodach apostolskich, gdzie na miejscu starych gajów i świątyń dębowych być może dedykowanych Perunowi dobudowano bazyliki, poświęcone św. Piotrowi apostołowi.

Łukasz Szlak


niedziela, 9 lipca 2023

Objawiłeś te rzeczy niemowlętom

 (Homilia na XIV Niedzielę Zwykłą rok a)

Na pierwszy rzut oka, dwa pierwsze wersety dzisiejszej ewangelii bardziej pasują do Ewangelii według Jana niż do Mateusza. To bowiem dla św. Jana charakterystyczna jest teologia negatywna, to tam jest obecny Ojciec, którego zna tylko Syn. Kontekst w jakim znajduje się nasz fragment to miejsce miedzy wyborem apostołów i ich misją na prowincji (która w znacznej części będzie odrzucona) a nauczaniem o nawróceniu i tajemnicach Królestwa Bożego, które za chwilę Jezus wyłoży w przypowieściach. A więc "te rzeczy", o których wspomina Jezus, że są zakryte to rzeczy związane z Królestwem Niebieskim. "Wysławiam Cię" to typowa formuła żydowskiego błogosławieństwa, do którego Jezus dodaje czułe osobiste określenie: Abba - Ojcze.

Dlaczego Bóg zakrywa te rzecz przed mądrymi i roztropnymi? Czyż mędrcami i roztropnymi nie byli Abraham i Mojżesz i inni prorocy? A czyż nie widzieli zaczątków Królestwa? Przecież "Abraham rozradował się gdy ujrzał mój dzień" jak mówił Jezus w Ewangelii Jana. Tu oczywiście chodzi Jezusowi o mądrość naturalną, te która działa sama, bez pomocy łaski. To jest ta mądrość, która odrzuciła apostołów wcześniej. Ta mądrość, z której Bóg naigrywa się. 

Bóg natomiast odkrywa tajemnice przed prostaczkami, Katolicki Komentarz Biblijny mówi tu o prostych ludziach, niewykształconych, jednak jeżeli sięgniemy bezpośrednio do greckiego tłumaczenia otrzymamy słowo nepioi - czyli dosłownie niemowlęta. Jezus używa porównania wierzącego ucznia do dziecka, gdyż to ostatnie ma dużo zaufania, czy też jest po prostu łatwowierne, nie komplikuje od razu wielu spraw, nie rozmienia na drobne.

Ale możemy jeszcze sięgnąć do dwóch listów Nowego Testamentu gdzie pojawia się wątek niemowląt. są to: 1 List św. Pawła do Koryntian oraz List do Hebrajczyków: "A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dawałem, a nie pokarm stały bo byliście słabi" (1 Kor , 1-2). Święty Paweł wyróżnia trzy rodzaje ludzi: zmysłowych, cielesnych i duchowych; ci pierwsi nie są w ogóle wierzący, ci drudzy są początkującymi uczniami, którym przytrafiają się pewnie jeszcze grzechy zapewne sam apostoł Paweł. , ci trzeci stanowią dojrzałych chrześcijan, takim jest. "Gdy bowiem ze względu na czas powinniście być nauczycielami, sami potrzebujecie kogoś, kto by was pouczył o podstawowych zasadach słów Bożych, i mleka wam potrzeba, a nie stałego pokarmu. Każdy kto pije [tylko] mleko, nieświadom jest nauki o sprawiedliwości, ponieważ jest niemowlęciem" (Hbr 5, 12-13). Tu chyba jasno jest wskazane, że mleko to tak naprawdę kerygmat - podstawowe nauki o wierze. Niemowlętami są katechumeni, świeżo ochrzczeni uczniowie. to oczywiście tyczyło się Kościoła pierwotnego, ale nie kryjmy też, że w obecnych czasach większość z nas to duchowe niemowlęta, które karmią się mlekiem. Ale nie martwmy się - to właśnie takim jak my Ojciec objawia te rzeczy.

Ks. Łukasz Szlak