piątek, 16 czerwca 2023

Kropla z nieba Imienia NMP

 (Homilia na XXIV Niedzielę Zwykłą, rok B. święto Imienia NMP).


Wspominamy dziś nadanie imienia Najświętszej Maryi Pannie. Nie znamy dokładnej etymologii tego Imienia Świętego. Imię to nosiła siostra Mojżesza. Prawdopodobnie jak wiele imion z pokolenia Leviego wywodzi się z Egiptu. Rdzeń mr ma oznaczać miłość, są jednak inne możliwe tłumaczenia, które są związane z pięknem a także próbą.

Św. Hieronim podaje znaczenie Imienia Matki Bożej od połączenia hebrajskich słów: mar’or (kropla) i yam (morza). I na tym znaczeniu zatrzymamy się. Rodzi ono skojarzenia biblijne z aktem stworzenia, gdy Bóg postanowił z pierwotnej materii oddzielić jedne wody, znajdujące się nad sklepieniem, od wód znajdujących się pod sklepieniem. Te pierwsze wody nazwano niebem. Tuz przed stworzeniem nieba powstaje światłość. W dziele Periphyseon mnich z VIII w. po Chr. Jan Szkot Eriugena interpretował ten opis na sposób symboliczny – twierdząc, że pod pojęciem światłości występują aniołowie, istoty niebieskie oraz natura człowieka, nie ludzie, którzy powstali dnia 6. lecz natura.

Maryja byłaby więc kroplą z tego właśnie nieba. Niech nas jednak nie zwiedzie fakt, że mówimy kropla, bo kojarzy się z czymś niewielkim. Jest Ona niczym kwintesencja tego nieba. Po pierwsze, to właśnie Ona jako zachowana od zmazy grzechu pierworodnego jest reprezentantką tej doskonałej natury ludzkiej stworzonej wraz z aniołami, tej samej natury, z której powstali Adam i Ewa, lecz zachowanej i chronionej łaską Chrystusa. Jest to kropla o mocy zdolnej nadać smak duchowy oceanom ludzkich dusz. Nic dziwnego, że według sw. Ludwika Marii Grigona de Montforta nawet św. Michał Archanioł, mimo iż jest księciem postawionym nad wszystkimi aniołami jest najbardziej gorliwym spośród niebieskich czcicieli Maryi.

Z kolei wielki średniowieczny rabin Rashi wywodził imię Miriam od hebrajskich słów: mar i yam, co tłumaczymy jako gorzkie wody, lub wody próby (Orygnes), miejsce gdzie Izraelici przechodzili próbę. I tu możemy odnieść to do dzisiejszej Ewangelii: Chrystus wzywa do przyjmowania cierpienia, brania swego krzyża i naśladowania Go. Maryja jako cicha pokorna służebnica, przeżywająca śmierć swego Syna jest dla nas wzorcem podejmowania postu, ascezy, ćwiczeniu się w pokorze i posłuszeństwie. Jeszcze bardziej widoczne jest to w Apokalipsie św. Jana gdzie Niewiasta o wyraźnych maryjnych cechach jest wywiedziona w czasie prześladowań Kościoła na pustynię.

Podwyższenie Krzyża Świętego.

 Refleksja na Święto Podwyższenia Krzyża Pańskiego.


W dzisiejszym pierwszym czytaniu z Listu do Filipian dowiadujemy się, że Chrystus uniżył się i stał się podobnym do ludzi. Nie bez przyczyny właśnie ten tekst jest wybrany do liturgii słowa święta Podwyższenia Krzyża Pańskiego. W Krzyżu bowiem zawiera się też tajemnica tego uniżenia i upodobnienia do ludzi. Może ona być wielce szokująca w kontekście pytania o naszą grzeszną naturę.

Na Golgocie dokonywano w czasach rzymskich egzekucji, stały tam trzy pionowe belki wkopane w ziemię, raczej rzadko wymieniane. Skazaniec dostawał na swe barki belkę poziomą i po dotarciu na miejsce kaźni przybijano go do całego krzyża. Belka pionowa, na której ukrzyżowano Chrystusa już wcześniej spłynęła krwią różnego rodzaju zabójców, buntowników, zbrodniarzy. Jest to dość ważne w kontekście naszego pytania o grzech – czy Bóg jest rzeczywiście w stanie wybaczyć nam każdy grzech? Czy rzeczywiście „choćby nasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją” (Iz 1, 18)?

Krzyż daje nam jasną odpowiedź – tak. Jezus się uniżył, stał się podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu. Ale i człowieka grzesznego się nie brzydzi. Złączył swoją krew z krwią najgorszych ludzi – przecież na krzyżu to wszystko razem tam zakrzepło, złączyło się, a my dziś czcimy ten krzyż jako największą relikwię. Do jednego z tych najgorszych ludzi powiedział: "będziesz ze mną w raju". Pokazuje nam dziś abyśmy się nie obawiali przyznać do słabości. A wielu z nas jest takich, którzy wierzą, ale boją się wpuścić Boga tam gdzie wszystko ukrywają. Boja się odrzucenia – ale przecież On już i tak wie, „zna nasze myśli”.

Janua coeli - Matki Boskiej Bolesnej

 Janua coeli - Bramo niebios.


(Homilia na Wspomnienie Matki Bożej Bolesnej).

„A Twoją duszę miecz przeszyje”, mówi prorok Symeon do Maryi. Zagadkowe słowa, możemy postarać się objaśnić za pomocą Pisma. Ewidentnie mieczem jest Słowo Boże. Tak świadczy wiele miejsc w Piśmie:
„Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4, 12). Podobnie (Łk 22, 36-38) gdy mówi o tym by apostołowie na nadchodzący czas zaopatrzyli się w dwa miecze ma na myśli Słowo Boże – Stary i Nowy Testament. Tak samo św. Paweł „Miecz ducha to jest Słowo Boże” (Ef 6, 17). Wreszcie miecz wychodzący z ust Zbawiciela jest częstym motywem Apokalipsy św. Jana.
A więc serce Maryi, jej duszę przeniknie na wskroś Słowo Pana Boga, posiądzie Ona całą Jego tajemnicę. Celem tego jest jeszcze bardziej zagadkowe sformułowanie:
„Aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.
Egzegeci podkreślają, że chodzi o to, że nauczanie i dzieło Chrystusa rodzi sprzeciw. I słusznie, ale słowa te bezpośrednio odnoszą się do Maryi. Co więc znaczą? Dlaczego fakt przeniknięcia Słowa przez Maryję powoduje odkrycie tajemnic wielu serc? Na pewno Jej rola w Ewangelii przypomina nam o smutnej konieczności, jakby fatum. Jest zmuszona poddać owoc swego życia cierpieniu, przy czym Jej zaufanie Bogu nie chwieje się. Po pierwsze więc w konfrontacji z Nią, Jej pokorą, zaufaniem weryfikuje się nasza wiara. I nie tylko, stosunek do życia i cierpienia też. Albo staje się dla nas etycznym wzorem, albo wręcz przeciwnie.
Maryja przeniknięta Mieczem Słowa, cały czas przekazuje Kościołowi proroctwa i orędzia. Nic dziwnego, że Kościół Katolicki otoczył Maryję wieńcem tytułów i dogmatów związanych z Dziewictwem, Niepokalanym Poczęciem, Wniebowstąpieniem i innymi, które stoją w absolutnej kontrze do mentalności współczesnego świata. Czyż nie w kontrze do tego co Ona reprezentuje wychodzą na jaw zamysły serc? Spróbujmy odnieść do tego popularne objawienia maryjne. Maryja zawsze daje ludziom orędzie pokuty za grzechy, zapowiada wielkie klęski, odstępstwo ludzi i duchownych od wiary, ale na koniec Ona i Jej Syn triumfują.
W Tradycji Kościoła istnieje modlitwa i nabożeństwo do Matki Bożej Bolesnej. Ma ona siedem tajemnic boleści, którym przeciwstawia się z kolei siedem radości Matki Bożej. Matka Boża Bolesna przedstawiana jest często z sercem przebitym przez siedem mieczy. Liczba siedem nie pojawiła się tu bez przypadku. Ma ona wielkie znaczenie symboliczne nie tylko w w Biblii, ale i w innych tradycjach religijnych. U Dantego w Boskiej Komedii siedem poziomów liczył sobie czyściec. Przy czym ostatni najwyższy poziom ziemskiego raju był wstępem do nieba.

Liczba siedem ma też pewne znaczenie w „geometrii Boga”, oznacza bowiem sześć możliwych kierunków Wszechświata, przy czym centrum, z którego te kierunki wypływają to akt stworzenia, działanie Boga, który tworzy. Geometryczna definicja Boga u filozofów i teologów brzmiała następująco: „Bóg jest figurą geometryczną, której centrum jest wszędzie a obwód nigdzie”. Ta definicja pojawia się u św. Klemensa Aleksandryjskiego, Hermesa Trismegistosa, Alaina z Lille, św. Bonawentury ni Blaise’a Pascala.

Serce i siódemka oznacza źródło stworzenia, ale i miejsce pośredniczące, bramę między niebem a ziemią. Prostym przykładem jest akt stworzenia – dzień siódmy spoczynku jest jednocześnie powrotem do źródła zakończeniem cyklu. Serce to miejsce pośrednie miedzy królestwem duchowym a rzeczywistością materialną. W tradycji sufich np. jest to barzakh, miejsce pośredniczące w człowieku pomiędzy duchem (Ruh), a duszą (nefs), jak twierdzi np. Shaikh Si Mohammad Tadili. Podobne teorie znajdziemy w hinduizmie. W mistycznej tradycji judaizmu serafin, który strzeże ogrodu Eden z płonącym mieczem pełni funkcję właśnie takiego serca, źródła z którego emanuje światło stworzenia.
Maryja jest dla człowieka tym pośredniczącym sercem, bramą między tym światem a tamtym, dlatego w Jej duszy przepełnionej Słowem Bożym, „zdolnym rozdzielać wszystko i osądzać”, wychodzą na jaw zamysły serc.

Dziecko w środku XXV Nd zw b

 Dziecko w środku.


(Homilia na XXV Niedzielę Zwykłą rok b).

Dzisiejsza Ewangelia wspomina o dziecku, które zostało postawione w środku (pomiędzy) apostołami – tymi samymi, którzy przed chwilą chcieli się wywyższyć. Postawić w środku (gr. en meso), rodzi skojarzenia z ideą osi, punktu czy też bramy, która rozdziela jeden świat od drugiego w Biblii (np. koncepcja dwóch wód ponad i pod sklepieniem). Jeżeli chcemy poznać świat duchowy Królestwa Niebieskiego, musimy przyjąć ‘dziecko’ w nas. Jezusa, który przez nawrócenie rodzi się w naszych duszach (teoria św. Grzegorza Wielkiego, ale także sufickiego myśliciela Jalal ad-Dina zwanego Rumi).
To dosyć ciekawe, że Nowy Testament często nawiązuje do postaci dziecka lub niemowlęcia, gdy wspomina o początku duchowego rozwoju. Zupełnie w kontrze do dzisiejszego świata. Świat akcentuje swoją dojrzałość autonomię. Mówi: sam możesz podejmować decyzje i ustalać swoją moralność bez oglądania się na Boże Prawo.
Tymczasem Jezus mówi: „Musisz się ponownie narodzić” (J 3,1-14). Św. Paweł to samo: jesteśmy dziećmi Bożymi. Najważniejsza nasza modlitwa Ojcze Nasz ustawia nas w pozycji dziecka Bożego. W innym paralelnym miejscu Ewangelii Jezus powie, że musimy stać się jak dzieci, by wejść do Królestwa Bożego.
Jeżeli mamy być jak dzieci, na tym etapie wzrastania w świętości, co powinniśmy robić? Co robią niemowlęta? Czym się karmią? Mlekiem matki. Czym jest to mleko wyjaśnia nam Pismo. Mleko to tzw. Kerygmat. Podstawowe prawdy Ewangelii. Fundament. „A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jak do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni” (1 Kor 3, 1-2). Wszyscy Ci, o których mówi Paweł zostali zbudowani na fundamencie Chrystusa (1 Kro 3, 11), dostawali wtedy mleko, nie pokarm stały, który jest dla umocnionych w wierze i wypróbowanych.
Potwierdza to List do Hebrajczyków napisany w kręgu uczniów św. Pawła: Wiele mamy o Nim mówić, a trudne to jest do wyjaśnienia, ponieważ ociężali jesteście w słuchaniu. Gdy bowiem ze względu na czas powinniście być nauczycielami, sami potrzebujecie kogoś, kto by was pouczył o pierwszych prawdach słów Bożych, i mleka wam potrzeba, a nie stałego pokarmu. Każdy, który pije [tylko] mleko, nieświadom jest nauki sprawiedliwości ponieważ jest niemowlęciem. Przeciwnie, stały pokarm jest właściwy dla dorosłych, którzy przez ćwiczenie mają władze umysłu udoskonalone do rozróżniania dobra i zła (Hbr 5, 11-14). Tym fundamentem, kerygmatem są: pokuta za uczynki martwe, wyznanie wiary, nauka o chrztach, nakładaniu rąk, zmartwychpowstaniu i sądzie ostatecznym (Hbr 6, 1-2). Jeżeli chcesz stać się jak dziecko, przyjąć je, by wejść w Królestwa- zacznij od tych podstaw właśnie.

Antychryst Nd zw XXVI

 Antychryst


(Homilia na XXVI Niedzielę zwykłą rok B).

O Antychryście wiele powiedziano w apokryfach. Jedni mówili, że będzie żydem z pokolenia Dana (najdziksze i najbardziej ‘pogańskie’w mentalności spośród 12 plemion Izraela), inni już w chrześcijańskich czasach prorokowali, że będzie bękartem księdza i zakonnicy. Ale zostawmy na boku fantastyczne proroctwa i w kontekście dzisiejszej Ewangelii spróbujmy popatrzeć na to co jest n a s z y m Antychrystem. Chrystus mówi o zgorszeniu maluczkich.

Dzisiejsza perykopa zaczyna się od zagadnienia działania w Imię Jezusa gr. „epi to onomati”. Zobaczmy, że w tym zdaniu odwołujemy się do imienia, które jest ‘epi’, wezwane nad, ponad, jest wyżej, jest z nieba. Chodzi więc nie o dobroczynność jako taką, lecz z inspiracji Jezusa, Jego a u t o r y t e t u. Jest ona nagradzana w życiu przyszłym jak sugeruje Pan.

Gdy Chrystus przechodzi do zagadnienia zgorszenia nie używa już zwrotu „w Imię moje”. Wszak „nie może dobre drzewo złych owoców rodzić”, jak w innym miejscu powie Ewangelia. Gorszyciel chociaż instrumentalnie traktuje Imię Boże, nie działa z jego inspiracji. Ktokolwiek zgorszy gr. ‘skandalize’, działa z własnej inspiracji. Ciekawe, że w tłumaczeniu dosłownym zgorszyć to zastawić pułapkę, czyli jest to działanie połączone z planowaniem, chłodną kalkulacją, złym i podstępnym zamysłem. Dla takiego lepszym losem by było utopić się w morzu z kamieniem młyńskim u szyi.

Ciekawe, że podkreślono radykalnie niewinność ofiar, ponieważ w Mk 9,37, który jest niejako wstępem do naszej Ewangelii, Chrystus używa słowa „paidion” dzieci, o tyle w wersecie 42 jest już użyte słowo mikron, mali, maluczcy. Ewangelia ta dzisiaj nasuwa więc dosłowne skojarzenia ze skandalami seksualnymi a szczególnie pedofilią.

Grzech pedofilii i w ogóle wykorzystania seksualnego można w Biblii porównać do Antychrysta. Ale uwaga! Nie mam na myśli Antychrysta osobowego, który w Listach św. Pawła do Tesaloniczan jest znany jako Syn Nieprawości, a w Apokalipsie św. Jana fałszywy prorok (druga Bestia wychodząca z ziemi; nb. dla wielu jest zaskakujące, ale w Apokalipsie nie ma żadnej wzmianki o Antychryście, nie występuje tam to słowo). Mam na myśli tego antychrysta, o którym mowa w 1 Liście św. Jana Apostoła: Dzieci, jest już ostatnia godzina,i tak, jak słyszeliście, Antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów;stąd poznajemy, że już jest ostatnia godzina. Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas;bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami; a to stało się po to, aby wyszło na jaw, że nie wszyscy są naszego ducha. (1J 2, 18-19). Jest tu wyraźne rozdzielenie, że objawienie osobowego Antychryststa poprzedzą duchy, które zainspirują wielu pomniejszych Antychrystów.
Jak rozpoznać tego Antychrysta? I dlaczego grzech pedofilii podpada pod ducha Antychrysta? Po pierwsze, św. Jan mówi, że ten kto nie zaprzecza, że Jezus jest mesjaszem i nie uznaje Ojca i Syna jest Antychrystem. I niekoniecznie musi tu od razu chodzić o doktryny religijne, ale postawę życiową (moralną). Po drugie w rozdziale 4 św. Jan jeszcze bardziej objaśnia: Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga.
Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta,
który - jak słyszeliście – nadchodzi i już teraz przebywa na świecie (1J 4, 2-3).

Istotą grzechu ducha antychrystusowego jest to, że zaprzecza Wcieleniu Syna Bożego, jednemu z naszych podstawowych dogmatów. Wiemy, że dosyć często gnoza i dualizm (których pierwsze objawy piętnuje tu apostoł) łączyły z radykalnym potępieniem cielesności i materii, co nie przeszkadzało praktykowaniu wyuzdania seksualnego u członków tych sekt. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa herezje te przenikały również chrześcijaństwo, czego liczne świadectwa mamy u Ojców Apostolskich. Zobaczmy, że niekoniecznie chodzi tu tylko o doktrynę negującą Wcielenie, ale i odpowiednią moralność, czy wręcz amoralność seksualną. Któż bowiem bardziej zaprzecza Wcieleniu Chrystusa i podniesieniu godności grzesznika jako osoby ochrzczonej do rangi dziecka Bożego jak nie ten, który ma święcenia kapłańskie, działa „in persona Christi”, jest osobą zaufania społecznego a wykorzystuje niewinnych w celu zaspokojenia swoich pożądliwości, powołując się na autorytet Kościoła i Chrystusa?

Jak Kościół ma reagować, stawia się często to pytanie? A przecież od 2000 lat jest odpowiedź w Słowie Bożym, a my - trzeba to przyznać - czytaliśmy Je jakby z zasłoną na oczach, z wielką szkodą dla Kościoła i tych którzy Go stanowią, maluczkich, tych nad którymi jest wezwane Imię Pana.

Chrystus mówi o odcinaniu członków ciała, które są okazją do grzechu. Spróbujmy to wytłumaczyć nie odnośnie jednostki, ale Kościoła jako całości (Jezus mówi bowiem do Dwunastu). Ciało to przecież Chrystus. Łatwo to zrozumieć, gdy odniesiemy się nauki św. Jana i Pawła. Św. Jan mówi o tej idei odnośnie eucharystii (6 rozdział swej Ewangelii) czy alegorii o krzewie winnym. Św. Paweł jest jeszcze bardziej dosadny, gdyż w 1 Liście do Koryntian bezpośrednio mówi o Kościele jako o Ciele. Chrystus to głowa, my zaś stanowimy członki: „jesteście Ciałem Chrystusa, a pojedynczo członkami” (1 Kor 12, 27). św. Paweł wzywa by z rozpustnikami, chciwcami i zdziercami lub bałwochwalcami nie przebywać (1 Kor 5, 10), a nawet by ich usunąć z Kościoła (1 Kor 5, 13). To właśnie od św. Pawła pochodzą słynne słowa tak często cytowane przez Kościół Katolicki: anatema sit! Jednak uwaga! Ta anatema według św. Pawła nie ma na celu całkowite zatracenie w piekle: „wydać takiego szatanowi na zniszczenie jego ciała, żeby duch był zbawiony w dniu Pana” (1 Kor 5, 5).

Paruzja. Kazanie na podsumowanie adwentu eschatologicznego.

 Paruzja.


(Kazanie na podsumowanie adwentu eschatologicznego).

Warto zacząć to podsumowanie od tego, że słowo greckie Paruzja tłumaczymy jako obecność (szczególnie przeciwieństwo nieobecności) oraz przybycie. Słowo parousia pochodzi od dwóch rdzeniów: ‘para i ‘es’. Pierwsze może znaczyć: wzdłuż, ponad, nad, a także naprzeciw. ‘Es’ z kolei znaczy po prostu ‘być’’ i jest źródłem polskiego ‘jest’ jak i łacińskiego ‘esse’. Na podstawie etymologii stwierdzimy, że nie jest to zwyczajna obecność. W starożytności często paruzja oznaczała obecność władcy, monarchy lub wyższego urzędnika w mieście. Było to święto ludowe, z okazji którego wybijano monety. Paruzja to również obecność pogańskiego bóstwa przy misteriach czy wróżbach. Rzecz jasna obecność symboliczna. To właśnie pierwszy człon słowa paruja - ‘para’ - podsuwa nam taką pokusę, by interpretować paruzję jako coś duchowego, symbolicznego.

Jednak trzeba stanowczo powiedzieć, że nie pozawala nam na to Pismo Święte. Chrystus w ciele, ten sam, który objawił się uczniom w Wieczerniku i podczas Wniebowstąpienia, który objawił się Marii Magdalenie, którego ran dotykała św. Tomasz Apostoł, przyjdzie tak samo, jak wstąpił do nieba. Jego obecność będzie czymś niezwyczajnym, być może wielu będzie trudno Go zidentyfikować od razu jak Marii Magdalenie i Jedenastu, czy też uczniom z Emmaus. Jezus wyglądał bowiem inaczej.

Jedno jest pewne – jako wierzący będziemy odczuwać Jego obecność fizyczną i duchową. Z tej perspektywy rzecz jasna każda Msza Św. Jest swego rodzaju paruzją, ale w tej eschatologicznej paruzji chodzi o coś więcej. Jezus nie przyjdzie tylko i wyłącznie zbawiać świat jak to czyni w Najświętszej Ofierze Mszy. Jezus przyjdzie na Sąd. To jest temat zasadniczy adwentu eschatologicznego, który kończy się 16 grudnia.

Pierwsi chrześcijanie wierzyli w rychły koniec świata. W latach 70. gdy upadł kult świątyni jerozolimskiej widzieli wypełnienie słów Chrystusa. Jednak Paruzja nie nadeszła… Pojawili się montaniści, następnie millenaryści. Jak przypomina katechizm Pazruzja jest “zatrzymana”, z kilku względów. Po pierwsze do Kościoła mają powrócić Żydzi, aby cały Izrael był zbawiony (zob. KKK 673, 67, oraz Rz 11, 12n...). Po drugie ma nastąpić ostateczna próba Kościoła w postaci religii Antychrysta KKK 675-677).

Dla nas i dzisiaj sprawa czasu eschatonu jest sprawą najważniejszą. Z perspektywy ewangelistów: śww. Marka i Mateusza sprawa Paruzji jest sprawą, która wydarzy się nieomal natychmiast. Zburzenie świątyni i niemal natychmiast po nim Paruzja. Dwaj pozostali ewangeliści mają nieco inną perspektywę Paruzji. Św. Łukasz daje jako pierwszy możliwość przesunięcia Paruzji w czasie. A to przez słowa z Łk 21, 24: “a Jerozolima będzie deptana, aż czasy pogan przeminą”. Otóż, w świetle Listów św. Pawła, który był mistrzem św. Łukasza – towarzysza jego podróży – to my Kościół nieobrzezanych na ciele, lecz na sercu, jesteśmy poganami. U św. Jana Ewangelista kwestia obecności Zmartwychwstałego jest bardzo pogłębiona i wysublimowana. Literalny powrót Chrystusa nie stoi już w centrum nauczania jego Ewangelii, jest to sprawa bardziej egzystencjalna dla chrześcijanina.

Sprawę Paruzji definitywnie “przesunął” w Kościele na Zachodzie św. Augustyn swoim dziełem “O Państwie Bożym”. Czasy ostateczne już się dzieją, od 33 r. po śmierci Chrystusa. Jak zaznacza Joseph Ratzinger w swoim dziele Eschatologia : śmierć i życie wieczne”, Jan Chrzciciel, a po nim Jezus mówią o obecności teraz, tu i nadchodzącej w pełni. To jest coś co wielokrotnie Ratzinger opisuje w swych dziełach w kategorii "już i jeszcze nie". Chrześcijanie już doświadczyli radości i ucisku czasów ostatecznych, ale mają świadomość, że muszą oczekiwać, aż obecne czasy pogan wypełnią się. Na tym polega chrześcijańska nadzieja, która tkwi w sercu wiary.

Nie da się spraw eschatologii i Paruzji oddzielić od pojęcia Królestwa Bożego/Niebieskiego, tego co stoi w centrum pierwotnego kerygmatu.

Co tak naprawdę oznacza Królestwo Boże? “Basilea”, dla Izraelitów, to nie obszar władzy państwa, ale to panowanie, sprawowanie jej. Królestwo Niebieskie nadchodzi znaczy: To Królestwo to po prostu Bóg. Bóg jest blisko. Wartym zauważenia jest jak zaznacza przyszły papież, że to Mateusz i Marek używają sformułowania Królestwo Niebieskie. Pisali dla Żydów, ludzi z kultury Bliskiego Wschodu, nie mogli ot tak, użyć słowa Bóg (vide II przykazanie). Dopiero Łukasz piszący dla pogan używa terminu Królestwo Boże. Oznacza więc ono Boga samego. Królestwo Boże to nie to, co jest w niebie, ale co Bóg czyni i uczyni na ziemi. Nieco kłopotu nastręcza egzegetom tłumaczenie zwrotu Królestwo jest pośród was: 'entos hymon estin' (Łk 17, 20). Niektórzy tłumaczą je jako w nas w sercach, w duszach. Ta interpretacja rodzi jednak problem, gdyż Jezus wielokrotnie twierdził, że serca ludzkie są albo zatwardziałe, albo są źródłem tego co złe (por. Mk 7). Niektórzy egzegeci w dosyć zaowalowany sposób tłumaczyli to słowo jako nagle, w połączeniu ze słowem kairos - czas w tym momencie. Niemiecki kardynał przytacza trzecie tłumaczenie, za którym sam optuje, I które warto za jego autorytetem przyjąć. Otóż Królestwo Boże już jest pośród nas w samym Jezusie, Jezus jak mówi Orygenes jest autobasilea. Dla nas współczesnych ta obecność jest również pneumatologiczna – Jezus jest obecny pośród nas poprzez moc i działanie swego Ducha. Na koniec przestroga kardynała Jospeha Ratzingera, dla katolików oraz wszystkich ludzi: to Królestwo “przyszło jednak tak, że można go w ogóle nie dostrzec”. Bycie wierzącym-praktykującym wcale nas nie chroni przed duchową ślepotą. Czyni to dopiero posłuszeństwo wierze. Jest to jednocześnie zasada religii katolickiej. Jeżeli chcemy wiedzieć czym jest spojrzmy do Listów św. Pawła

Iść za Nim

 Komentarz czwartek po Popielcu.


Wedle teologii św. Augustyna są na świecie dwa rodzaje dóbr: frui oraz uti. Te które należy pożądać - dobra duchowe i te których należy używać - materialne. Ze względu na grzech pierworodny moc intelektu i wolnej woli została krańcowo osłabiona, człowiek nie jest w stanie rozpoznać właściwych dóbr, które powinien pożądać i delektować się nimi. Zamiast duchowych, pożąda i delektuje się materialnymi, co rodzi w nim zło, brak w bycie.

Z powodu grzechu pierworodnego nie jesteśmy przeto w stanie, sami z siebie, wypełnić nakazu Mojżesza z dzisiejszego czytania: „Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, zachowywać Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść” (Wj 30, 15-16). Tak naprawdę bodajże tylko patriarchowie Henoch i Noe, zostali w Biblii określeni jako ci, którzy chodzą drogami Pana. Nikt z Izraelitów nie był w stanie chodzić tylko i wyłącznie drogami Pana, wszyscy i tak grzeszyli.

Dlatego Jezus w Ewangelii mówi, że uczeń powinien iść z a N i m. Zaprzeć się samego siebie. Tylko Jezus człowiek bez grzechu, człowiek, który zna to co w górze, to co niebieskie, który zna Ojca, jest w stanie wytrwać na drodze do błogosławieństwa i życia. W nim wreszcie jest obraz prawdziwego człowieka, który w nas mieszka na mocy sakramentu chrztu i ma wrastać przez wiarę. Dlatego mamy odrzucić nasze ja (ego) gdyż jest ono zafałszowane przez grzech pierworodny. W Jezusie Chrystusie Nowym Adamie jest pełnia człowieczeństwa i pełnia naszej osoby.