środa, 12 lipca 2023

Jak Perun odchodząc na słowiański Olimp scedował część władzy św. Piotrowi.

 

Niektóre aspekty kultu Peruna przeniesione na św. Piotra.



1 sierpnia w Kościele katolickim niegdyś obchodzono święto św. Piotra w Okowach. Było to święto związane z kulturą rolniczą i stanową, dlatego po reformach liturgicznych SVII zostało zniesione. Pewne ludowe zwyczaje wskazują, że święto to było związane z legitymizacją władzy Kościoła nad ludem, nazywane świętem Piotra Palikopy. Niektóre aspekty kultu św. Piotra Palikopy wskazują na pewną łączność z wcześniejszym, domniemanym kultem boga piorunów - Peruna. Czy istnieje jakiś sensowny związek między kultem św. Piotra czy szerzej papiestwa a starożytnym bóstwem słowiańskim o imieniu Perun? Teza wydaje się być absurdalna, aczkolwiek w zabytkach kultury zawsze możemy znaleźć jakieś nawiązania. Otóż ogniwem łączącym dwie postacie jest motyw mieszkańca nieba władającego gromami. W przypadku boga Peruna, gdzie nawet nazwa wskazuje na zakres odpowiedzialności tego bóstwa jest wszystko jasne (chociaż jak się okazuje czytając analizy A. Brucknera nie do końca), a u św. Piotra? Tu kwestia związków będzie nieco bardziej skomplikowana. 

Żeby odkryć ów związek potrzeba na chwilę przenieść się na wschodnią Słowiańszczyznę. Tam po chrzcie św.  Włodzimierza Wielkiego w 988 r. próbowano - jak w innych krajach – ochrzcić pewne kulty pogańskie powiązane z kulturą rolniczą. I tak wschodni kult Peruna na Rusi Kijowskiej zamieniono na kult proroka Starego Testamentu Eliasza, niezwykle żywy we wschodnim chrześcijaństwie. Czci się go jako św. Iliję Gromowładnika. Prorok ów zasłynął na kartach Biblii zesłaniem z nieba ognia, który strawił ofiarę na stosie i tym sposobem wygrał próbę z pogańskimi prorokami Baala. Według Nestora za wielkiego Księcia Igora drużyna pogańska zaprzysięgała na Peruna, a chrześcijańska w cerkwi pw. św. Eliasza. W tejże kronice Nestora czytamy ustęp, który bardzo przypomina epizod z mitu o Perunie: “czy to prawda, że Ilia grzmi i gromi żmija”? Według popularnej legendy to właśnie Perun walczy ze Żmijem-diabłem, analogicznie do Thora walczącego z Lokim. Legenda o walce ze Żmijem ma charakter wegetacyjny, tłumaczy zmiany pór roku. 

Ciekawostką niezwykłą jest rzeźba Stanisława Szukalskiego pt. Młocarz, poświęcona papieżowi Janowi Pawłowi II. Jest to rzeźba stworzona przez polskiego rzeźbiarza z USA, który mimo deklarowanego antyklerykalizmu, antykatolicyzmu i neopogaństwa wyraził podziw dla wielkiego rodaka. Przedstawienie świętego papieża do złudzenia przypomina słowiańskiego Boga w starciu ze Żmijem.

Tytułowy Młocarz walczy z hybrydą o kształcie węża. Jego bronią jest cep bojowy, czyli nieco rozwinieta maczuga, którą w XV w. stosowały niepokonane słowiańskie wojska - Husyci. Perun jak wiemy był uzbrojony przede wszystkim w topór lub szablę, ale istnieją też przedstawienia z maczugą.

Według Brucknera dawny kult bałto- słowiański kult Peruna został następnie odgrzebany w X w. dla tych spośród Waregów, którzy osiedliwszy się wśród Rusinów zeslawizowali się i wiele cech nordyckiego Thora przenieśli w sposób naturalny na Peruna. Z kolei dla chrześcijan ognisty prorok, który poszybował do nieba na ognistym wozie i sprowadzał błyskawice i deszcz na ziemię był też naturalnym odpowiednikiem Peruna.

Trzeba też jasno zaznaczyć, że wszelkie informacje o Perunie zawdzięczamy wschodnim latopisom Nestora. Na terenie Słowiańszczyzny Zachodniej jego kult nie jest poświadczony pisemnie. Dowodem pośrednim są oczywiście liczne nazwy miejscowości. Jedna z czterech postaci idola ze Zbrucza posiada cechy Peruna - ma szablę i wizerunek konia, aczkolwiek sam idol został znaleziony w rzece na terytorium pogranicznym wschodniej Słowiańszczyzny. Co więcej nazwa Perun na wschodzie była wyraźnie nomen prorpium bóstwa, na zachodzie wskazuje się, że była to pierwotnie nomen apellativum.

Według analiz Aleksandra Brucknera związek Peruna z piorunem jest wtórny, nie pierwotny. Językoznwaca stara się znaleźć wspólny rdzeń bałtosłowiański dla nazw Peruna i litewskiego Perkunasa. Podstawowy problem stanowi zanik litery 'k' w wersji słowiańskiej. Nazwa litewska Perkunas jest ok. 1000 lat wcześniejsza od Peruna, gdyż w językoznawstwie znany jest fakt zapożyczenia przez ludy fińskie nazwy diabła od Bałtów - Perken. Najprawdopodobniej dawniejszy nomen proprium Perkyn pod wpływem nomen apellativum perun utracił swoje 'k' a 'y' zamienił w u. Perkyn Perkunas najprawdopodobniej oznacza pierwotną nazwę dębowca. Od starych słów celtyckich i germańskich: percus i perkus niedaleko do łacińskiej nazwy dębu: quercus. To właśnie dąb jest pierwotny w nazwie słowiańskiego bóstwa, dęby, gaje dębowe były u wszystkich ludów europejskich siedzibą bóstw. To właśnie potężne wiekowe dęby ściągały na siebie uderzenia piorunów, dlatego uważano je za siedziby bóstw. Jak mniemają niektórzy historycy, być może legenda o zgładzeniu smoka calożercy przez Graccha (Kraka) jest jakąś parafrazą legendy o walce Peruna ze Żmijem, wszak imiona Krakus, Gracchus przypominaja nieco nazwę quercus.

Dęby spełniają ważną rolę w religii jako takiej. To pod dębami Mamre Bóg objawił swą obietnicę zbawczą Abrahamowi. Lasy dębowe były kojarzone z władzą w Rzymie, wystarczy przypomnieć nazwisko rodowe Romulusa i Remusa - Silvianus czyli pol. Leśni. Najbardziej zasłużeni dla Rzymu otrzymywali wieńce  z liści dębowych. Niezwykle ciekawa był motyw króla lasu ze świętego gaju Arycji. Panował on dopóty, dopóki nie został zabity przez następce, który sam stawał się królem lasu. Można by zapytać, czy między imperialnym Rzymem symbolicznie wyrażanym symbolicznie przez dęby a św. Piotrem Apostołem istnieje jakaś łączność? Otóż tak - jedna z najcenniejszych relikwii piotrowych przechowywanych w Bazylice św. Piotra w Rzymie to Kathedra Petri,tron, krzesło wykonane nie z czego innego jak właśnie z dębiny.

W Polsce i w krajach zachodniej Słowiańszczyzny nie było rozwiniętego kultu Eliasza. Istniał natomiast specyficzny kult (już wymarły) św. Piotra Palikopy. Św. Piotr Palikopa był wspominany 1 sierpnia, tak naprawdę było to wspomnienie św. Piotra w okowach, upamiętniające uwięzienie przywódcy apostołów i cudowną anielską interwencję na rzecz jego uwolnienia. W kulturze ludowej był to jednak Piotr, który rzucał gromy na kopy, palił zbiory grzeszników. Twierdzenie to było związane z częstymi burzami na przełomie lipca i sierpnia. Tak jak Piotr władający błyskawicami był wspominany 1 sierpnia, tak św. Ilię Gromowładnika w cerkwi wspomina się 20 lipca/2 sierpnia. Zbieżność dat nie jest chyba przypadkowa… Pamięć o Piotrze Palikopie przechowała się przede wszystkim w centralnej Polsce, na Mazowszu w postaci przysłów ludowych, które kolekcjonowali etnolodzy pokroju Zoriana Dołęgi Chodakowskiego i Oskara Kolberga:  "Do świętego Palikopy nie twoje w polu chłopie snopy", "na świętego Palikopy grom popali kopy". Dlaczego św. Piotr tak namiętnie palił zbiory ciężko wypracowane przez chłopów?

Odpowiedzią na to pytanie jest dziesięcina należna kościołowi. Otóż końcówka lipca była tym czasem, gdy zboże zebrane w snopy pozostawało na polu dopóki odpowiednia 10. część nie zostanie ocenione i wybrane jako podatek przez miejscowego plebana. Należy się oczywiście domyślać, że pleban zabierał to, które było najbardziej urodzajne. Przez wieki dziesięcina byłą źródłem potęgi i bogactwa Kościoła. Kościół na Zachodzie długo bronił się przed zamianą dziesięciny z darów naturalnych w pieniężną lecz w końcu uległ. W Polsce przez bardzo długi czas dziesięcina była pobierana przez Kościół właśnie w postaci naturalnej i żaden król nie ważył się na zamianę tego sposobu opodatkowania. Jedyny polski władca, który nie wahał się naruszyć dobra Kościoła - Kazimierz Wielki - być może jest też  świadkiem grożenia przez duchownych wstawiennictwem Palikopy. W sporze gospodarczym z krakowskim biskupem Bodzantą, temu ostatniemu, który wskazywał na popalone przez pioruny pola, przeciwstawiał nędzę chłopstwa.

Jeden z nielicznych śladów w literaturze pięknej pochodzi z XVI w. i należy do protestanta Mikołaja Reja "Rozprawy między wójtem, panem a plebanem", pomiędzy licznymi oskarżeniami o wypaczenia nauki chrześcijańskiej znajdujemy następujący werset o św. Piotrze Palikopie:

Ale dziś wasze nauki,

Rozliczne w nich znajdziecie sztuki,

Nie rzecze nic żadnych próżno,

Chocia z sobą siedzą rózno,

Alboć wezmą, abo co daj,

Tak kazał święty Mikołaj:

Bo jeśli mu barana dasz, Pewny pokój od wilka masz,

Dobry też Lenart od koni,

Dla wieprzów święty Antoni:

Więc świętego Marka chwali,

Więc Piotr, co kopy pali,

Więc Mikołaj co liczy dusze,

Alić masia z gęsią kłusze.


Kiedy Kościół uzyskał to prawo? Odpowiedź oczywiście cofa nas do czasów Mieszka I. Przyjmując religię chrześcijańskim Mieszko musiał oddać część władzy Kościołowi wbrew słowiańskim zwyczajom. Pytanie tylko czy rzeczywiście Mieszko jedynie tracił część swojej władzy? Czy np. istniał jakiś stan duchowny pogański, z którym Mieszko musiał się rozprawić? Jest to raczej wątpliwe. Jednak odbierając pewne duchowe prerogatywy dotychczasowym ich posiadaczom - widzom, starostwo środowym, niewątpliwie musiał zyskać. Słowianie Zachodni na terenach Polski posiadali oczywiście ośrodki wielkiego kultu, co do tego nie ma wątpliwości: Gniezno, Lednica, Łysa Góra, Ślęża, Wawel i inne były miejscami, na których składano ofiary bogom z tradycjami jeszcze przedsłowiańskimi. Jednak wszystko wskazuje na to, że nie było oddzielnego stanu kapłańskiego. Znamy wprawdzie nazwy Żertewników i Wołchów pełniących stricte funkcje religijne, trzeba jednak zaznaczyć, że ci pierwsi najprawdopodobniej składali ofiary jako naczelnicy rodów, wodzowie plemion. Takim Żertewnikiem był zapewne również wódz Polan. Wołchowie jako zajmujący się wróżbami nie byli wyodrębnieni prawnie spośród społeczeństwa, nie posiadali raczej większego znaczenia politycznego. Posiadamy wprawdzie świadectwa z takich ośrodków jak w Wagrii i na Arkonie, gdzie istniały ośrodki kultu boga Prowe (być może jakaś odmiana Peruna?) i Świętowita z wyraźnie oddzieloną wpływową kastą kapłańską, aczkolwiek są to świadectwa z czasów późniejszych wpływów chrześcijańskich, gdzie wystąpiło naśladownictwo chrześcijańskich wzorów. 

Gdy mówimy o Żercach warto tu prześledzić notatkę o ożenku Mieszka z Dobrawą.

"Mieszko [...] w końcu zażądał w małżeństwo jednej bardzo dobrej chrześcijanki z Czech, imieniem Dąbrówka. Lecz ona odmówiła poślubienia go, jeśli nie zarzuci owego zdrożnego obyczaju i nie przyrzeknie zostać chrześcijaninem. Gdy zaś on [na to] przystał, że porzuci ów zwyczaj pogański i przyjmie sakramenta wiary chrześcijańskiej, pani owa przybyła do Polski z wielkim orszakiem [dostojników] świeckich i duchownych, ale nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż powoli a pilnie zaznajamiając się z obyczajem chrześcijańskim i prawami kościelnymi, wyrzekł się błędów pogaństwa i przeszedł na łono matki-Kościoła" Gall Anonim, Kronika, I, 5).

Zobaczmy, że mowa tu o obyczaju i prawach Kościoła, zaś małżeństwo jako sakrament było jednym z ważniejszych jego części. Nie jesteśmy jeszcze w okresie, gdy sakramentów małżeństwa udzielano w tzw. formule trydenckiej - a więc w zgodzie z prawem kanonicznym przed ołtarzem w obecności kapłana. Możni i książęta jednak tego typu sakramenty otrzymywali w charakterze uroczystym w świątyni.

Długi czas namawiania Mieszka do wiary wspomina też Thietmar, i to w jego relacji widać pewien upór Mieszka, gdyż Dobrawa musiała, wymóc na nim posłuch. Mieszko jeszcze musiał więc rozmyślać i kalkulować nad przyjęciem chrześcijaństwa. Niewątpliwie musiał oddać część swej władzy cesarzowi rzymskiemu i Kościołowi katolickiemu. A trzeba pamiętać, że w ówczesnym społeczeństwie sam władca pełnił najwyższe funkcje religijne. Prawdopodobnie wraz z pomniejszymi wodzami rodowymi i plemiennymi posiadał władzę kapłańską jako swat. Językoznawcy potwierdzają bowiem, że w języku staropolskim słowo Żerca (kapłan) oznaczało również swata i w taki sposób tłumaczono np. biblijnego starostę weselnego.

Jaką korzyść mógł tu odnieść Mieszko I oddając część władzy Kościołowi? Historycy na pewno podają wiele powodów: ideologicznych, kulturalnych, administracyjnych nawet. Odbierając starostom rodowym i wodzom plemiennym prawo Żercy, wzmacnia swoją władzę i na pewno przyśpieszał rozkład wspólnot rodowych i plemiennych. 

Na koniec warto wspomnieć jeszcze, że w wielkich ogrodach apostolskich, gdzie na miejscu starych gajów i świątyń dębowych być może dedykowanych Perunowi dobudowano bazyliki, poświęcone św. Piotrowi apostołowi.

Łukasz Szlak


niedziela, 9 lipca 2023

Objawiłeś te rzeczy niemowlętom

 (Homilia na XIV Niedzielę Zwykłą rok a)

Na pierwszy rzut oka, dwa pierwsze wersety dzisiejszej ewangelii bardziej pasują do Ewangelii według Jana niż do Mateusza. To bowiem dla św. Jana charakterystyczna jest teologia negatywna, to tam jest obecny Ojciec, którego zna tylko Syn. Kontekst w jakim znajduje się nasz fragment to miejsce miedzy wyborem apostołów i ich misją na prowincji (która w znacznej części będzie odrzucona) a nauczaniem o nawróceniu i tajemnicach Królestwa Bożego, które za chwilę Jezus wyłoży w przypowieściach. A więc "te rzeczy", o których wspomina Jezus, że są zakryte to rzeczy związane z Królestwem Niebieskim. "Wysławiam Cię" to typowa formuła żydowskiego błogosławieństwa, do którego Jezus dodaje czułe osobiste określenie: Abba - Ojcze.

Dlaczego Bóg zakrywa te rzecz przed mądrymi i roztropnymi? Czyż mędrcami i roztropnymi nie byli Abraham i Mojżesz i inni prorocy? A czyż nie widzieli zaczątków Królestwa? Przecież "Abraham rozradował się gdy ujrzał mój dzień" jak mówił Jezus w Ewangelii Jana. Tu oczywiście chodzi Jezusowi o mądrość naturalną, te która działa sama, bez pomocy łaski. To jest ta mądrość, która odrzuciła apostołów wcześniej. Ta mądrość, z której Bóg naigrywa się. 

Bóg natomiast odkrywa tajemnice przed prostaczkami, Katolicki Komentarz Biblijny mówi tu o prostych ludziach, niewykształconych, jednak jeżeli sięgniemy bezpośrednio do greckiego tłumaczenia otrzymamy słowo nepioi - czyli dosłownie niemowlęta. Jezus używa porównania wierzącego ucznia do dziecka, gdyż to ostatnie ma dużo zaufania, czy też jest po prostu łatwowierne, nie komplikuje od razu wielu spraw, nie rozmienia na drobne.

Ale możemy jeszcze sięgnąć do dwóch listów Nowego Testamentu gdzie pojawia się wątek niemowląt. są to: 1 List św. Pawła do Koryntian oraz List do Hebrajczyków: "A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dawałem, a nie pokarm stały bo byliście słabi" (1 Kor , 1-2). Święty Paweł wyróżnia trzy rodzaje ludzi: zmysłowych, cielesnych i duchowych; ci pierwsi nie są w ogóle wierzący, ci drudzy są początkującymi uczniami, którym przytrafiają się pewnie jeszcze grzechy zapewne sam apostoł Paweł. , ci trzeci stanowią dojrzałych chrześcijan, takim jest. "Gdy bowiem ze względu na czas powinniście być nauczycielami, sami potrzebujecie kogoś, kto by was pouczył o podstawowych zasadach słów Bożych, i mleka wam potrzeba, a nie stałego pokarmu. Każdy kto pije [tylko] mleko, nieświadom jest nauki o sprawiedliwości, ponieważ jest niemowlęciem" (Hbr 5, 12-13). Tu chyba jasno jest wskazane, że mleko to tak naprawdę kerygmat - podstawowe nauki o wierze. Niemowlętami są katechumeni, świeżo ochrzczeni uczniowie. to oczywiście tyczyło się Kościoła pierwotnego, ale nie kryjmy też, że w obecnych czasach większość z nas to duchowe niemowlęta, które karmią się mlekiem. Ale nie martwmy się - to właśnie takim jak my Ojciec objawia te rzeczy.

Ks. Łukasz Szlak


piątek, 16 czerwca 2023

Pełnia sprawiedliwości czwrtek X zw

 Pełnia sprawiedliwości.


(Homilia na czwartek 10 Tygodnia Zwykłego).

Feliks Koneczny w swoim dziele "Rozwój moralności", które było rozwinięciem "O wielości cywilizacji", sformułował ciekawą tezę, że nigdy nie jest możliwe, aby etyka (idee według których powinni żyć ludzie) w całości pokrywała się z moralnością (praktyka w jaki sposób postępują). Jeżeli tak postawimy sprawę, każdy człowiek jest 'faryzeuszem' niezależnie od religii, światopoglądu, czy jest wierzący, czy nie. Chrystus w dzisiejszej Ewangelii stawia nam poprzeczkę jeszcze wyżej: nasza sprawiedliwość ma być większa niż uczonych w piśmie i faryzeuszy.

Wielu chrześcijan nie mogąc sobie poradzić nawet z prostym Dekalogiem załamuje ręce w obliczu poziomu etycznego wygłoszonego przez Jezusa Chrystusa w Kazaniu na Górze. Zupełnie jakby Chrystus dokładał jeszcze ciężaru, który na barki wierzących wkłada Stary Testament.

Tymczasem trzeba zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze na szczęście nasza sprawiedliwość, o której mówi Chrystus, nie jest nasza. Jako usprawiedliwienie pochodzi od Boga: "Bo cóż mówi Pismo? Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość1. Otóż temu, który pracuje, poczytuje się zapłatę nie tytułem łaski, lecz należności. Temu jednak, który nie wykonuje pracy, a wierzy w Tego, co usprawiedliwia grzesznika, wiarę jego poczytuje się za tytuł do usprawiedliwienia (Rz 4, 3-5).

Wiara daje nam usprawiedliwienie, odpuszczenie grzechów, czystą kartę. Oczywiście Bóg na tym nie poprzestaje, usprawiedliwienie jest dopełniane przez uświęcenie (zob. Rz 8, 1 nn...).

Po drugie. Więcej światła na rozumienie dzisiejszych słów Ewangelii rzuca etymologia słowa 'większa', gr. pleion. Oznacza nie tylko większość w sensie ilości, ale też jakości. To słowo wywodzi się z pra-indeoeuropejskiego rdzenia, które w łacinie oznacza wypełnić (plere), jest źródłem słowa plebs (lud, wspólnota ludzi). Jest także pokrewne greckim słowom plethien (być pełnym), pleres (pełen).

Moglibyśmy więc też przetłumaczyć słowa Pana następująco: jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie pełniejsza, czy też jeśli nie napełnicie/wypełnicie waszą sprawiedliwość, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego.

Czym mamy wypełnić sprawiedliwość? Miłością, łaską, Duchem Świętym: "Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne - streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego"! (Rz 13, 8-9). Gdzie tego szukać? W sakramentach, modlitwie, w całym skarbcu duchowym Kościoła. Łaska Chrystusa sprawia, że katolik zachowuje przykazania, nie jego własna moralność. Legalizm moralny prowadzi do upadku, "litera zabija, Duch zaś ożywia" (2 Kor 3, 6). 

xłszak

Dał im władzę

 "Dał im władzę".


Czytamy dzisiaj Ewangelię o nadaniu władzy apostołom przez Jezusa. Apostołowie mieli władzę egzorcyzmów, nauczania, pasterzowania ludziom. Według tradycji, potwierdzanej nielicznymi, ale jednak istniejącymi świadectwami pozabiblijnymi z I i II w. po Chr. apostołowie przekazali swą władzę następcom w drodze sukcesji apostolskiej. Stąd też wywodzimy zagadnienie posłuszeństwa Kościołowi jako kościołowi hierarchicznemu, na którego czele stoją biskupi, a niżej, lokalnie, prezbiterzy. Posłuszeństwo wobec władzy nauczania i pasterzowania jaką ma kościół hierarchiczny jest dzisiaj przedmiotem krytyki ze względu na ukrywanie skandali pedofilskich przez niektórych biskupów polskich. Ale należy zaznaczyć też, że problem krytyki koscioła hierarchicznego jest szerszy. Chodzi w niej także o sposób sprawowania władzy, autotytaryzm, mentalność dworska etc.
Jak na tę sprawę patrzył kardynał Joseph Ratzinger, jeszcze zanim stał się papieżem? Jego obecne poglądy na te sprawy możemy poznać dzięki listowi, który napisał w 2019 r., a który stał się sławny i klopotliwy dla wielu ludzi z Kościoła i spoza niego. Głownymi przyczynami były według Benedykta XVI: rewolucja seksualna oraz kryzys nauczania moralnego w Kościele (który objawił się w pismach modernistów przez relatywizowanie pojęcie zła, wykluczali oni istnienie czynów złych samych w sobie). To przygotowało grunt pod skandale. Przyjrzyjmy się jednak kwestii władzy jako takiej, a została ona poruszona w publikacji esejów Ratzinegra pt. “Nowa pieśń dla Pana”.
Ówczesny prfekt Kongregacji Nauki Wiary wyszedł od analizy pojęcia władza i porównał je z pojęciem władzy występującym w Pismie Świętym. Władza jest dla ludzi jednocześnie czymś fascynującym i groźnym. Perspektywa kierowania własną egzystencją i rzeczywistością bez lęku jest niezwykle kusząca, lecz dla większości pozostaje nieosiągalna. Władza, z którą się człowieka styka na co dzień jest albo w rękach innych ludzi, albo co gorzej jest nieuchwytna, anonimowa. Jest to lęk przed autoniomią rozwoju techniki, która staje się zagrożeniem dla źródeł życia, przyrody. Lęk przed gromadzeniem arsenałów śmiercionosnej broni, które mimo rozmów rozbrojeniowych między rządami, nadal postępują. Wreszcie lęk przed rozwojem ekonomii i przemysłu, któy może zredukować osobę ludzką do kategorii czysto funkcjinalnej. Taka władza jest zmorą, zagrożeniem. Dla porównania analizy Ratzingera możemy przytoczyć słowa słynnego brytyjski historyka i katolickiego liberała lorda Johna Actona: “każda władza deprawuje, władza absolutna deprawuje absolutnie”.
Czy wobec tego wszystkiego uprawinionym jest teza, że Bóg ma władzę nad światem? Że Jego władza może nieść nadzieje? Podkreślił, że greckie słowo władza: exousia, które wystepuje w Nowym Testamencie oznacza władzę, która wynika z istoty, wiąże się zawsze z wykonaniem nadanego prawa. Tym prawem w przypadku Jezusa jest posłuszeństwo - wola Boga Ojca. Mimo że, Syn Boży istniał na równi z Ojcem jak mówi List do Filipian (2,6), Syn Boży nie skorzystał z tej sposobności by być na równi i ogołocił samego siebie. By zobrazować tę myśl, papież posługuje się biblijnymi scenami gór, na których dokonały się ważne zbawcze wydarzenia. Na pierwszej - Górze Kuszenia szatan oferuje Jezusowi władzę, władzę, która innych ludzi traktuje jak przedmioty, władzę dla samej siebie, Chrystus to odrzuca. Zamiast posiadania i używania wszystkiego co oferuje Zły Duch, Jezus wybiera Golgotę - górę ukrzyżowania, ogołoca się ze wszystkiego, aby pozostała tylko wola Boga. W ostatniej scenie na Górze Oliwnej widzimy Go jak wstępując do niebios mówi: “dana mi jest wszelka władza na ziemi I niebie”. Ogołociwszy się ze wszystkiego, bedąc posłusznym, aż do śmierci Chrystus zyskał wszystko.
Podobnie jak u Jezusa jego władza wynika z konkretnej relacji z Ojcem, wychodzi od Niego, do Niego też powraca, tak samo winno być w przypadku osoby kapłana – pisze Ojciec Święty. Relacja z Chrystusem jest czymaś niezbędnym dla prawidłowego wykonywania władzy kapłańskiej. Bez tego, władza w Kosciele staje się władzą, która budzi lęk, jest w oczach innych zagrożeniem.
I tu dotykamy ciężkiego zagadnienia dla współczesnych. Wielu ludziom establishment, anonimowość władzy, jej pycha, lęk, zagrożenie to wszystko kojarzy się, nie tylko z wielkimi korporacjami, państwami, organizacjami międzynarodowymi, ale i wielkimi kościołami.
Człowiek chetnie odnajduje się w małych wspólnotach, grupach, gdzie nie ma sformalizowanego prawa, ale jest porozumienie, zaufanie. Konflikt nastaje, gdy te ludzie z tych grup mierzą się z niedopuszczalnymi żadaniami i gestami wielkiego Koscioła.
Ratzinger podkreśla, że w dawnych wiekach (średniowiecze i barok) Kościół był oparty na takich właśnie małych wspólnotach jak tercjarze, bractwa itp. Zaś prawo współczesnego Kościoła sprzyja takim wspólnotom co należy wykorzystać. Kościół trzeba aprobować jako całość, nie na podstawie wybranych grup czy kapłanów. Inaczej wiara w takim Kosciele okazuje się być jak budowla zbudowana na piasku, nie na skale. Jeżeli nasza wiara opiera się tylko na osobach, grupach, struktura exousii ulega zatraceniu. Istotnym elementem Koscioła nie są fajni ludzie, którzy do Niego należą, istotnym elementem jest ta exousia. To w Kosciele człowiek może być zbawiony. To własnie cały Kościół otrzymał władzę (exousia), ponieważ została mu d a n a przez Chrystusa.
Decydującą przyczyną dlaczego Kościół, który przed wojną był tak obiecującą organizacją, stał się w oczach wielu wyalienowaną instytucją, było piastowanie urzędów koscielnych przez osoby, które zamiast być oknem Bożej łaski, stawały się murem. “Zawsze może się wydarzyć, że objawienie się tej władzy i tej nadziei staje na przeszkodzie kapłan, a więc Kościół. Jest to wina, którą musimy wyznać I o przezwyciężenie której musimy prosić Pana. Ale Bóg jest tym Silniejszym. Nie odbiera Kościołowi danej mu władzy, a władza ta, która przychodzi do nas w postaci słowa i sakramentu, również dzisiaj jest światłem, które nam świeci – nadzieją, która daje życie I przyszłość” (cyt: “Nowa Pieśń dla Pana”, s. 91).

xłszlak

Wszyscy wrogowie Serca Jezusa

 Wszyscy 'wrogowie' Serca Jezusa.


(Komentarz na uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa).

Gdy odmawiamy Litanię do Serca Jezusa może nam się rzucić w oczy teandryczny (bogo-ludzki) charakter układy wezwań. Najpierw mamy te wezwania związane z boską naturą Jezusa, następnie te, które wiążą się z relacjami wobec ludzkiej natury. Nie jest to wcale przypadek. Kościół Katolicki nieustannie musiał walczyć z podświadomym monofizytyzmem i przypominać o tym charakterze dwóch natur Jezusa Chrystusa, spór o to nie zakończył się bowiem wcale w VI w. po Chr.

Kult Serca jezusowego kwitł we Francji XVII i XVIII w. pomimo popularności jansenizmu, który przez swą surowość moralną czynił Boga bardziej odległym od zwykłych wiernych. Jansenizm chciał większej surowości np. w przystępowaniu do sakramentu eucharystii. Serce Jezusa przeciwnie - przybliżało Boga wiernym, wskazywało na potrzebę częstej, regularnej komunii. Przypomnijmy, że częsta komunia nie była oczywistością. W czasach nowożytnych w seminariach diakon komunikował raz na dwa tygodnie, kleryk raz na miesiąc. Co tu dużo mówić o zwykłych wiernych. Jansenizm dążył do zwiększenia ograniczeń.

Kult Serca Jezusa pojawia się, nie bez potrzeby, w określonym momencie dziejów. Objaśnia nam tę sprawę George Weigel w swojej publikacji pt. " Katolicyzm ewangeliczny".

Papież Leon XIII w 1899 r. poświęcił świat Sercu Jezusowemu. Według Weigla był to akt walki z tendencją monofizycką w Kościele, która polega na tym by w Synu Bożym wiedzieć tylko i wyłącznie Boga, w oderwaniu od Jego ludzkiej natury. Papież uruchomił tym samym trzy interesujące procesy.

1. "Wysłał ostrzeżenie pod adresem ultraziemskiej polityki nowoczesności". Przez św. Ludwika Marię Gringon de Montfort i powstania wandejskie, Serce Jezusa było oznaką oporu wobec jakobinizmu i postjakobińskiego radykalnego sekularyzmu i redukcji wiary do sfery prywatnej, co prowadziło nawet do ludobójstwa. (Mało kto wie, ale pierwsze 'nowoczesne, ideologiczne ludobójstwo w dziejach ludzkości miało miejsce na ludności katolickiej w Wandei, w czasach rewolucji, a zostało dokonane w imię racjonalizmu, demokracji i praw człowieka. Okrutną śmierć poniosło kilkaset tysięcy ludzi).

2. Leon XIII wywyższył w ten sposób formę pobożności ludowej. najświętsze Serce przypominało Kościołowi, że Chrystus sprawuje rzeczywiście s u w e r e n n ą władzę, ale nie przez wolę mocy jako to miało miejsce w XIX i XX w. lecz przez prawdę, sprawiedliwość, a szczególnie przez miłość do ludzi.

3. Przez tę formę nabożeństwa ustanowił ponownie bliską więź z Chrystusem w centrum życia Kościoła (nie znaczy to, że jej w ogóle nie było).

Jak się okazuje w kontekście autokanibalizmu współczesnego Zachodu, papież miał zupełną rację. Zresztą papieże, z reguły, zawsze mają rację. 
xłszlak

Komentarze


"Potknęli się na prostej" Nd XXI zw b

 "Potknęli się na prostej - o eucharystii, która gorszy".

(Homilia na XXI Niedzielę Zwykłą, rok B)

Dziś Chrystus mówi nam trudne słowa dotyczące sakramentu eucharystii. Czytamy w Kościele słowa, które kończą wielkie Kazanie Eucharystyczne z 6. rozdziału Ewangelii św. Jana. Jest tam mowa o zgorszeniu uczniów słowami Chrystusa o Ciele i Krwi, które są konieczne do życia wiecznego. Przyczyną ich zgorszenia jest prostactwo dosłownego rozumienia słów Jezusa. Spróbujmy zrozumieć o co im chodziło. Religia mojżeszowa, tak jak dzisiaj, surowo zabraniała spożywania niekoszernego mięsa i krwi, a co dopiero mówić o ludzkim mięsie i krwi… zapewne pomyśleli -kanibalizm, lub coś w tym stylu. Prawdziwy skandal! Uczniowie Chrystusa prawdopodobnie zrozumieli Jego słowa w dosłowny (prostacki) sposób.

O ile ewangeliści i św. Paweł w większości używają terminu greckiego soma, na określenie eucharystii, który to termin oznacza ciało żywe, ciało z duszą, istotę żywą, o tyle św. Jan zupełnie jakby chciał w swej relacji zaostrzyć kontrowersje i używa greckiego słowa sarx, tj. ciało w sensie: mięso, skóra, mięśnie, ścięgna. Co więcej, gdy mówi o spożyciu tego ciała używa takich słów, które można tłumaczyć: pożerajcie, zajadajcie się, lub nawet (co podają słowniki)… żryjcie. Te słowa mogą budzić zdziwienie i szok u pobożnej duszy, jednak mają na celu ukazać intensywność, niezbędność sakramentu eucharystii dla życia duchowego i wiecznego chrześcijanina.

W całej Mowie Eucharystycznej ukazane są dwa zasadnicze cele sakramentu eucharystii: trwanie w Chrystusie; życie wieczne przez wskrzeszenie z martwych. Więcej światła na dzisiejszą Ewangelię rzuca nam komentarz św. Tomasza z Akwinu, w którym dokonał syntezy nauczania ojców wschodu i zachodu.

Jezus określa siebie mianem chleba, który z nieba zstąpił, dlatego że niebo (w sensie królestwa duchowego, tożsame z Bogiem) ma życie samo z siebie. Zwykły chleb, który wzmacnia człowieka i przemienia się w człowieka, który go spożywa, przez Chrystusa staje się pokarmem wzmacniającym życie duchowe i przemieniającym człowieka w Ciało Chrystusa. Tomasz powołuje się na Augustyna, który twierdzi, że chleb niebiański od zwykłego różni się tym, że: 1. Rzeczy duchowe konsumowane są zawsze w całości, materialne w części, dlatego duchowe nie powodują pragnienia; 2. Reczy duchowe nie niszczeją, trwają wiecznie, rzeczy materialne owszem niszczeją. Według św. Augustyna eucharystia spożywana sakramentalnie przemienia człowieka w Chrystusa (Zob. Św. Tomasz z Akwinu, „Komentarz do Ewangelii św. Jana”, 6, 955).

Chleb konsekrowany staje się ciałem Chrystusa. Wystarczy wiara. Proste. Pod tym twierdzeniem podpisze się zapewne większość chrześcijańskich wyznań, jednak w jaki sposób rozumieć słowa konsekracji to już inna historia. Rosyjski teolog Paul Evdokimov słusznie twierdzi, że do XI w. Kościół świętą czcią otaczał misterium eucharystyczne, nie pytając „co” i „jak”? Zrobili to dopiero na Zachodzie teologowie parający się dialektyką (czyli filozofią), mówiąc o rzeczywistości duchowej czy symbolicznej. Do tego czasu jedynym terminem, który był obecny u Ojców Kościoła było słowo metabole – gr. przemiana, zmiana, mutacja, transformacja. Tak eucharystie rozumieli najstarsi Ojcowie Kościoła piszący o eucharystii: św. Justyn Męczennik i św. Ireneusz z Lyonu. Jednym z pierwszych heretyków, który naruszył tę prawdę filozofią był Berengriusz z Tours. Skutki moralne jego nauki były ponoć opłakane.
To właśnie na skutek tych herezji (czysto symbolicznej obecności Chrystusa) teologowie zachodni chcąc zachować ortodoksję, wprowadzili termin transsubstancjacja, który w kościołach prawosławnych po schizmie z XI w. pozostał niezaakceptowany. Zmienia się istota, przypadłości chleba i wina pozostają. Mimo iż P. Evdokimov pisze o całkowitej metabole chleba i wina z istotą i przypadłościami, w jego tłumaczeniu i tak pobrzmiewa logika transsubstancjacji. „ [...] Całkowite metabole zarówno substancji, jak i przypadłości w niebieskie ciało Chrystusa. Przy tym nie chodzi o zatrzymanie przypadłości chleba, ale o zatrzymanie naszych oczu niezdolnych do oglądania niebiańskiego Ciała, a więc zachowując iluzję pozorów” (P. Evdokimov, „Prawosławie”, s. 317). Wydaje się, że Evdokimov jakby z jednej strony chciał zanegować obiektywizm przypadłości chleba i wina, z drugiej ze względu na subiektywizm naszych zmysłów, które odbierają cechy chleba i wina zaślepione niewiarą, siłą rzeczy zachowuje te przypadłości (czyż to nie nasze zmysły subiektywnie odbierają to co zmysłowe, czyli po prostu jakby nie mówić: cechy, a więc koniec końców - przypadłości…).

Wybitny XIX w. teolog Antonio Rosmini Serbati próbując na nowo objaśnić eucharystyczną przemianę, mówił o dzialaniu zasady Osoby Bosko-ludzkiej, która jest w niebie i na słowa kapłana ożywia substancję chleba, czyniąc ją swoją własną przez analogię do tego co się dzieje ze zwykłym pokarmem, który przyswajany przez człowieka staje się człowiekiem. Mimo tego że Rosmini nie naruszył bezpośrednio dogmatu przeistoczenia, jego doktryna została ocenzurowana przez władze kościelne. Tak pieczołowicie i gorliwie starano się ochraniać tajemnicę konsekracji.

W latach 50., niektórzy modernistyczni teologowie próbowali na nowo objaśnić przeistoczenie. Utworzyli na bazie systemów egzystencjalistycznych i fenomenologicznych doktryny transfinalizacji (przemiana celu chleba i wina) i transsygnifikacji (przemiana znaczenia chleba i wina). Doktryny te znalazły się nawet w Katechizmie holenderskim. Papież Paweł VI (niedawno ogłoszony świętym) przestudiowawszy te doktryny w encyklice „Mysterium Fidei”, nakazał je jednak rozpatrywać tylko w połączeniu z tradycyjną transsubstancjacją.

Cóż więcej powiedzieć jak nie słowa wypowiedziane 2000 lat temu przez uczniów: „trudna jest ta mowa”. Już wtedy eucharystia powodowała kontrowersje. Nic dziwnego, że uczniowie i dziś się gorszą.

W tradycji egzegetycznej Kościoła mamy dwa rozumienia przyczyn zgorszenia uczniów. Zostały one przytoczone przez św. Tomasza z Akwinu w jego Komentarzu. Pierwsze należy do św. Jana Chryzostoma. Uczniowie byli zgorszeni, gdyż Jezus w słowach swoich objawił im swoją boskość, oni zaś wierzyli, że jest synem Józefa. Według wschodniego ojca kościoła Jezus wzywa uczniów, by wznieśli się rozumieniem tam gdzie wcześniej był Chrystus tj. do nieba. (Św. Tomasz z Akwinu, „Komentarz do Ewangelii św. Jana”, 8, 989). Drugie rozumienie należy do św. Augustyna z Hippony: „Augustyn inaczej rozumie ten fragment. Powiedział, że uczniowie byli zgorszeni, gdy nasz Pan powiedział, że da mu swoje ciało do jedzenia, ponieważ rozumieją to w sposób materialny, tak jakby dosłownie mieli jeść to mięso, tak jak mięso zwierzęcia. Nasz Pan odrzucił tę interpretację i powiedział. Co by było, gdybyś zobaczył Syna Człowieczego wznoszącego się całym swoim ciałem tam, gdzie był wcześniej? Czy powiedziałbyś, że zamierzałem dać ci moje mięso do jedzenia, tak jak ty mięso zwierzęcia”? (Komentarz…, 8, 991).

Jednak już w wyjaśnianiu znaczenia dalszych słów Chrystusa obydwaj ojcowie kościoła są zgodni. "To Duch daje życie; ciało na nic się nie zda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem". .Jan Chryzostom tłumaczy słowa Chrystusa następująco: „słowa Chrystusa można rozumieć dwojako: duchowo i materialnie. Mówi więc: To duch daje życie, to znaczy, jeśli zrozumiesz te słowa zgodnie z duchem, czyli według ich duchowego znaczenia, dadzą życie. Ciało nic nie przynosi korzyści , to znaczy, jeśli zrozumiesz je w sposób materialny, nie przyniosą ci żadnej korzyści, będą raczej szkodzić, ponieważ „Jeśli będziesz żył według ciała, umrzesz” (Rz 8: 13)”. (Komentarz…, 8, 992)

Z kolei św. Augustyn, przytaczany przez Akwinatę tak pisze: „Słowa, które do was powiedziałem, są duchem i życiem, tzn. muszą być rozumiane jako Duch zjednoczony z moim ciałem; i tak rozumiane są życiem, to znaczy życiem duszy. Bo jak ciało żyje swoim cielesnym życiem poprzez ducha cielesnego, tak dusza żyje duchowym życiem przez Ducha Świętego: „Wyślij Ducha Twego, a zostaną stworzone” (Ps 103,30)”. Komentarz..., 8, 993).
Zgorszenie w dosłownym tłumaczeniu greckiego słowa ‘skandal’ oznacza potknięcie. Uczniowie Chrystusa potknęli się. Z jednej strony można powiedzieć, że na trudnej drodze Chrystusa, która wiedzie wzwyż, ale przez doliny cierpienia. Ale z drugiej strony na drodze prostej, gdyż nie ma nic prostszego jak Królestwo Boże. I my również potykamy się na tej drodze. Pytanie tylko do Ciebie bracie, siostro – podniesiesz się? Wracasz czy idziesz dalej?

xłszlak

Faryzeusze pon XXI zw

 Faryzeusze.


(Homilia na poniedziałek XXI Tydzień Zwykły).

Wybitny polski historyk i filozof Feliks Koneczny w swym dziele pt. "Rozwój moralności", sformułował ciekawą myśl. Nigdy (a przynajmniej na tym świecie) etyka (myśl czy też idee tworzące zasady moralne) nie pokryje się wprost z moralnością człowieka (tym jak w praktyce zachowuje się, jakie ma normy i obyczaje i jak określa dobro i zło na co dzień). Biorąc to pod uwagę nikt nie będzie żył w 100 % według przyjętych zasad. Czy jest katolikiem, protestantem, świadkiem Jehowy, buddystą, marksistą, liberałem czy nawet wyznawcą Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Wobec tego wszyscy jesteśmy z natury "obłudnikami", inaczej deklarujemy o naszym postępowaniu, inaczej postępujemy.

W szczególny sposób problem dotyczy tych, którzy nauczają etyki i moralności, mowa o osobach duchownych. A ulubionym przykładem faryzeizmu czasów współczesnych jest katolickie duchowieństwo. Ale obowiązkiem kapłana jest głosić zasady Ewangelii, która przerasta każdą moralność. Czy ten rozdźwięk zawsze jest faryzeizmem? Jakże szokujące są słowa św. Pawła z Listu do Filipian „ważne, że Chrystus jest zwiastowany każdym sposobem, czy to obłudnie, czy szczerze” (Flp. 1:18).

Czy wobec tego jesteśmy skazani na to by być faryzeuszami? Raczej nie gdyż nawrócenie Szawła z faryzeizmu nie miało by sensu. Chrystus, krytykuje postawę większości faryzeuszy, ponieważ swoim legalizmem potępiają człowieka i hamują jego rozwój duchowy. Próbując zachować literę Prawa lekceważą Świątynię i ołtarz - to co święte. Oczywiście nie wszyscy członkowie stronnictwa faryzeuszy wykazywali taką postawę. Spośród nich wszak rekrutował się i Nikodem, i Józef z Arymatei, i św. Paweł. A pamiętać musimy również, że nie byłoby nauczania Nowego Testamentu gdyby nie Gamaliel Starszy i jego złota zasada postępowania.

Coś musi odróżniać codzienny rozbrat etyki z moralnością od faryzeizmu. Faryzeizm jest określany jako postawa obłudna i dwulicowość. Patrząc na to co krytykuje w Ewangelii Jezus, zwłaszcza dzisiejsze czytanie, możemy powiedzieć, że faryzeizm jest nie tyle wewnętrzną niedoskonałością, ale: 1. postawą w wyniku, której litera prawa zabija świętość; 2. postawą, która przez zło pochodzące z wewnątrz dotyka drugiego człowieka.

xłszak